Na zmianę w tej kwestii rodziny ofiar ludobójstwa czekały ponad 70 lat. Aż dziw bierze, że także w Trzeciej RP ekipy rządowe, zwłaszcza te, które zbudowane były na ideałach „Solidarności”, nie potrafiły stanąć na wysokości zadania.

Sala plenarna Sejmu / Jakub Kamiński /PAP

Dzisiejszy dzień przyniósł bardzo ważne wydarzenia dla Kresowian i ich potomków rozsypanych po całym świecie. Sejm RP przyjął bowiem, w pakiecie projektów zmian ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, także projekt Klubu Kukiz’15, który penalizuje ideologię banderowską, na której, jak na zatrutej glebie, wyrosły Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia oraz SS Galizien i inne ukraińskie formacje kolaboranckie. Projekt ten penalizuje także tzw. "kłamstwo wołyńskie", polegające na negowaniu prawdy o ludobójstwie, które na Polakach i obywatelach polskich innej narodowości (w tym też na sprawiedliwych Ukraińcach) dokonane zostało przez w latach 1939 - 1947 na Wołyniu, Polesiu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej (dawne województwa tarnopolskie, stanisławowskie i lwowskie). 

Spośród 414 obecnych na sali obrad głosowało za 279 posłów, w tym wszyscy z PiS, PSL i Kukiz’15 oraz kilkoro z innych ugrupowań, a także, o, dziwo!, pięcioro z Nowoczesnej. Przeciw głosowało tylko 5 posłów: Joanna Scheuring-Wielgus i Adam Szłapka z Nowoczesnej oraz Stefan Niesiołowski, Stanisław Huskowski  i Jacek Protasiewicz z "kanapowej" Unii Europejskich Demokratów (uciekinierzy z PO). No cóż, same te nazwiska mówią za siebie. Z kolei wstrzymało się 130 posłów, w tym 116 z Platformy i 13 z Nowoczesnej oraz Kornel Morawiecki. Ech, "bohaterowie"! Tak na marginesie, posłowie Nowoczesnej, głosujący "od Sasa, do Lasa", po raz kolejny pokazali, że ich partia jest w ideowej rozsypce. 

Do końca nie wiadomo było, czy omawiany projekt w ogóle będzie poddany pod głosowanie, bo marszałek Marek Kuciński (poseł PiS z Przemyśla, sympatyzujący z ukraińskim establishmentem) trzymał go od roku w sejmowej "zamrażarce". Także część obozu rządzącego była przeciwna, bo obawiała się, że ustawa może popsuć sojusz z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenko i innymi oligarchami znad Dniepru i Dniestru. Dlaczego więc doszło do przełomu? Być może główną przyczyną było odwołanie ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, urzędnika nadzwyczaj uległego wobec wschodniego sąsiada. Być może też zmiana kursu amerykańskiej administracji Donalda Trumpa wobec Ukrainy. Niezależnie jednak od przyczyn przegłosowanie tej ustawy jest wielkim sukcesem posłów Pawła Kukiza i Tomasza Rzymkowskiego oraz ich ugrupowania. To także sukces tych posłów z innych klubów, którzy zrozumieli wreszcie, że dobrych relacji z Kijowem nie da się budować na "chowaniu głowy w piasek" i ustawicznej uległości wobec ukraińskiego rządu. 

Na wspomnianą ustawę rodziny ofiar ludobójstwa czekały ponad 70 lat. Aż dziw bierze, że kolejne ekipy rządowe, zwłaszcza te, które zbudowane zostały na ideałach "Solidarności", nie potrafiły stanąć w tej kwestii na wysokości zadania. Dobrze, że w końcu do tego doszło. Lepiej późno niż wcale.

I jeszcze jedna refleksja. Parę lat temu brałem udział w dyskusji w TVP Historia, w czasie której p. Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce, publicznie zaprzeczył prawdzie o ludobójstwie na Wołyniu. Od dziś ani on, ani wyznawcy tzw. "mitu Jerzego Giedroycia", nie będą mogli w swoich wypowiedziach i publikacjach mija się z prawdą o zagładzie niewinnych i bezbronnych mieszkańców Kresów Wschodnich. Tak jak nie można będzie się mijać z prawdą o równie niewinnych i bezbronnych ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych.