Dzisiaj prezydent Andrzej Duda odwiedza dzielnicę Greenpoint na Brooklynie w Nowym Yorku, która od połowy XIX wieku jest miejscem osiedlania się polskich emigrantów. Mają oni tutaj swoje parafie, szkoły, restauracje i wiele prywatnych biznesów. Warto w tym kontekście przypomnieć wielkiego dobroczyńcę tutejszej Polonii ks. Longina Tołczyka, pochodzącego z Podlasia.

Dziś Centrum, prowadzące działalność kulturalną, światową i opiekuńczo-charytatywną, ma pięćdziesiąt tysięcy członków i jest największą polonijną organizacją na wschodnim Wybrzeżu (ZDJ. ILUSTRACYJNE) / Joy Scheller /PAP/EPA

W 1962 roku przybył on na stałe do USA. Od razu, nie zaniedbując swoich obowiązków kapłańskich, zaangażował się w sprawy polonijne. Uznanie zyskał po wydaniu książki "W obronie Polonii", w której ukazał dyskryminację polskich emigrantów przez władze amerykańskie. W publikacji tej napisał między innymi: "Jako główny cel przedstawiłem sobie potrzebę zjednoczenia Polonii w walce o słuszne prawa społeczne, niesienie pomocy Rodakom we wszelkich trudnościach życiowych, opieka nad starszymi i chorymi, oraz upowszechnienie i utwierdzenie wśród młodego pokolenia najlepszych, chrześcijańsko-narodowych tradycji. Zwłaszcza, że inne grupy etniczne założyły wiele ośrodków opieki społecznej i pracy kulturalnej i artystycznej, korzystając z subsydiów miejskich i państwowych".

Wprowadzając te słowa w czyn, zainicjował powstanie w 1972 roku Centrum Polsko-Słowiańskiego w Nowym Yorku, choć amerykańskie władze kościelne tego rodzaju jego działalności nie chciały zaakceptować. Do nazwy świadomie dodał przymiotnik "Słowiańskie", gdyż w swej działalności chciał się otworzyć nie tylko na Polaków, ale i także na pobratymców z Europy Wschodniej. Początkowa działalność Centrum była finansowana wyłącznie z ofiar krewnych i przyjaciół księdza. Później dołączyli inni donatorzy. To pozwoliło na zakup własnej siedziby. Na lokalizację założyciel wybrał właśnie Greenpoint na Brooklynie, wówczas dość zaniedbany.

Dziś Centrum, prowadzące działalność kulturalną, światową i opiekuńczo-charytatywną, ma pięćdziesiąt tysięcy członków i jest największą polonijną organizacją na wschodnim Wybrzeżu. Posiada dwa połączone ze sobą budynki przy 177 Kent Street i przy 176 Java Street. Jeden z nich to dawny zbór protestancki.

Następnym dziełem księdza-społecznika była Przemysłowo-Handlowa Federalna Unia Kredytowa (Industrial and Commercial Federal Credit Union), która swoją działalność rozpoczęła w 1976 roku. Działała ona w prowizorycznych warunkach w stołówce Centrum, posługując się pożyczoną maszyną do pisania. Ściągała jednak wielu polonijnych biznesmenów. Po 1980 roku do Nowego Yorku napłynęła fala nowych emigrantów z Polski. Unia udzielała więc pożyczek tak na wykup wynajmowanych nieruchomości, jak i na otwarcie własnych biznesów. Dziś nosi ona nazwę Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej. Liczy siedemdziesiąt pięć tysięcy członków oraz ma zasoby w wysokości półtora miliarda dolarów. Krokiem milowym było otwarcie filii w Chicago.

Niestety ten rozwój był solą w oku dla osób niechętnych polskiej aktywności. Ksiądz Longin zamiast z wdzięcznością spotkał się z krytyką i zniesławieniem. Przeróżne intrygi czynione snute wokół jego osoby doprowadziły do tego, że podłamany i zniechęcony wyjechał z Nowego Yorku na Florydę, gdzie zmarł 6 września 1986 roku. Pozostała o nim świetlana pamięć. Pozostały też Centrum i Unia, które nadal służą Polonii.