Co statystyczny telewidz zapamięta po wczorajszej debacie w Telewizji Polskiej, w której udział wzięło dziesięcioro z jedenastu kandydatów na urząd prezydenta RP? Jako zwykły wyborca i obserwator życia społecznego uważam, że trzy sprawy.

W telewizyjnej debacie starło się 10 kandydatów na prezydenta

Półtorej godziny trwała debata 10 kandydatów na prezydenta, zorganizowana na kilka dni przed wyborami. Na spotkanie zorganizowane w telewizji publicznej nie przybył Bronisław Komorowski. Jeden z uczestników debaty - Paweł Kukiz, wystawił dla niego symbolicznie krzesełko turystyczne. czytaj więcej

Po pierwsze, nieobecność jedenastego kandydata, czyli urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w ten sposób zlekceważył nie tylko swoich konkurentów, ale i wyborców, w tym też z własnego obozu politycznego. W ten sposób ostatecznie pogrzebał on swoje szanse na zwycięstwo w pierwszej turze i znacznie osłabił wynik w drugiej turze. Polacy są bowiem bardzo krytyczni wobec tego typu uników ze strony polityków.

Po drugie, składane krzesełko, chyba rybackie, które dla nieobecnego Komorowskiego wyciągnął z kieszeni Paweł Kukiz. Ruch nadzwyczaj widowiskowy, ale i trafny merytorycznie.

Po trzecie, polemikę pomiędzy Januszem Korwin-Mikke a Pawłem Kukizem w sprawie JOW, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych. Pierwszy z kandydatów zaskoczył swoją zapowiedzią rezygnacji, jeśli czwartkowe wybory w Wielkiej Brytanii przyniosą tej idei określony sukces. Z kolei drugi z kandydatów odciął się celną ripostą, mówiąc: „A ja daję słowo honoru, że jak pan zostanie królem, to ja się z JOW-ów wycofam.”

Osobiście zapamiętam też wypowiedzi tych kandydatów, którzy wbrew obowiązującej tzw. poprawności politycznej mieli odwagę krytykować politykę wschodnią Trzeciej RP, a zwłaszcza „pobrzękiwanie szabelką” w sprawie konfliktu zbrojnego na Ukrainie oraz strusie chowanie głowy w piasek wobec takich groźnych problemów jak gloryfikacja zbrodniarzy z OUN i UPA czy szykanowania mniejszości polskiej na Litwie. Nawiasem mówiąc, Andrzej Duda, który zabiega o szeroki elektorat powyższe sprawy po raz kolejny ominął wielkim łukiem. To też z pewnością odbije się na jego wyniku, zwłaszcza w pierwszej turze.

Na koniec dodam, że podobał mi się sposób prowadzenia debaty przez redaktora Krzysztofa Ziemca, który w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu zachowywał się stanowczo, ale nadzwyczaj elegancko. Nikogo nie faworyzował, nikomu też nachalnie nie przerywał. Duża klasa.