Na terenie Polski goście zagraniczni powinni przychodzić do Prezydenta RP z wizytą, a nie on do nich.

Prezydent Andrzej Duda przed spotkaniem z amerykańskimi senatorami /Jacek Bednarczyk /PAP

Ostatnia wizyta pana prezydenta Andrzeja Dudy w jego rodzinnym mieście wywołała niespodziewane emocje. Nie chodzi jednak o pikietę KOD, bo do tego już wszyscy się przyzwyczaili, ale o dwie inne sprawy. Po pierwsze, o niewybredny wpis współwłaścicielki kamienicy, w pomieszczeniach której znajduje się restauracja, gdzie w sobotę 19 bm. odbyła się kolacja z udziałem pana prezydenta i amerykańskich parlamentarzystów. Owa pani, skądinąd aktywna działaczka wspomnianego KOD, była łaskawa napisać o tej kolacji jako o "jedzeniu z mojego koryta".

Od razu wywołało to reakcję. Na stronie internetowej restauracji pojawiło się następujące oświadczenie: Szanowni Państwo, restauracja Wentzl jest niezależną firmą. Pani Kukieła nie ma nic wspólnego z naszą restauracją. Jesteśmy zaskoczeni tym wpisem, który jest bezpodstawnie prezentowany w naszym imieniu.

Wczoraj z kolei zabrał głos pan Zbigniew Kozłowski, prezes zarządu spółki Cafe Rynek: W związku z pojawieniem się publikacji wpisu internetowego p. Katarzyny Kukieły na temat pobytu Prezydenta Andrzeja Dudy i delegacji Senatu USA w restauracji Wentzl, oświadczam, że p. Kukieła nie miała i nie ma nic wspólnego z restauracją Wentzl, a informacje zawarte w jej poście są nieprawdziwe. Zostaną podjęte kroki prawne wobec p. Kukieły.

Po drugie, na konkretne pytanie, kto organizował to spotkanie nie ma do dziś konkretnej odpowiedzi. W internecie krążą informacje, że nie kancelaria prezydencka, ale ambasada USA w Warszawie i konsulat w Krakowie. To trochę dziwne, bo Prezydent RP na terenie swojego państwa powinien być gospodarzem wobec wszelkich zagranicznych delegacji, nawet tych nieoficjalnych. A nie przychodzić jako gość do prywatnych lokali na spotkania organizowane przez służby dyplomatyczne obcych państw. Czy byłoby to możliwe w innych krajach? Czy grupka polskich parlamentarzystów, bawiąca np. w USA, mogłaby zaprosić tak sobie do lokalu gastronomicznego prezydenta Baracka Obamę, aby sobie z nim pogadać przy kolacji?

Niezależnie od tego jakie wnioski z tej sprawy wyciągnie kancelaria prezydencka, to, moim skromnym zdaniem, dobrze byłoby na przyszłość, aby spotkania z cudzoziemcami, nawet te nieoficjalne, odbywały się ze względu na powagę urzędu prezydenckiego w obiektach państwowych, a nie u "Wentzla" w Krakowie czy "Sowa i Przyjaciele" w Warszawie. Poza tym, to goście zagraniczni powinni przychodzić do Prezydenta RP z wizytą, a nie on do nich.

(MRod)