Optymizm życiowy wcale nie popłaca, gdy uśmiech losu właśnie gaśnie. 

Finanse to znana domena demona, a diabeł z definicji musi ciągle kusić.

Ryzyko jest wprawdzie wpisane w żywot, ale kto nam każe ryzykować życie?    

Aforyzmy rodzą się w mojej głowie, ale ja nie jestem zadłużony we frankach. 

Natomiast setek tysięcy dłużników nie stać na filozoficzny stosunek do pieniądza. 

Kredyt w szwajcarskiej walucie robi już z wielu rodzinnych budżetów dziurawy ser.    

Olbrzymie raty do spłaty co miesiąc rujnują milion lekkomyślnych optymistów.

Wiara w to, że obiecywana koniunktura będzie trwała to nadzieja naiwnych.

Ale nie można zapominać, jak świadomie oszukiwano nas wszystkich przed laty. 

Ćmy lećcie do naszego ognia, jest jasny, ciepły i przyjazny, będzie wam dobrze.   

Lichwa to przekleństwo, lichwa jest widomym dowodem na istnienie demona. 

Oszukańcze sitwy banksterskie oplotły kolonizowane kraje Środkowej Europy.

Sen o potędze w jedwabnej pościeli zmieni się w walutowe spanie na waleta?

Nie jestem ekonomistą, jestem polonistą i nie będę się wymądrzał na temat najnowszego zawirowania z frankiem szwajcarskim. Wiem jednak z doświadczenia życiowego i dziennikarskiego, że wielu mądrzących się pseudoekspertów w środkach masowego przekazu to zwykli "szopenfeldziarze". Tak przed II wojną światową nazywano drobnych złodziejaszków, wynoszący odzież ze sklepu pod własnym ubraniem. Powiedzonko to przypomniała debiutancka komedia Juliusza Machulskiego "Vabank". Współcześni szopenfeldziarze widywani na ekranach wiodących telewizji III RP i czytywani na łamach zakłamanych gazet tego PRL-u bis, to właśnie tacy niewarci uwagi oszuści, paradujący w drogich garniturach, pod którymi ukrywają uniformy banków i innych lichwiarskich globalnych instytucji. Jako polonista zawsze egzorcyzmuję te szemrane typki, powtarzając anty-lichwiarskie inkantacje genialnego amerykańskiego poety Ezry Pounda, który tak pluł na niechrześcijański wynalazek:  

"Usura zabija dziecko w łonie

przerywa zaloty młodzieńca

W łoże wniosła paraliż; wciska się

Pomiędzy świeżo poślubionych

CONTRA NATURAM"

Albowiem lichwa jest przeciw NATURZE. Tę frazę i włoski wyraz "usura" czyli "lichwa"  Pound zapożyczył twórczo z "Boskiej Komedii" Dantego:

"Zaś lichwiarz właśnie karność wypowiada

Naturze i tej, co w trop za nią bieży,

Skoro gdzie indziej nadzieję zakłada."  

Większość sprzedajnej finansowej, ekonomicznej i komentatorskiej elitki III RP służy globalnej lichwie. To spośród nich wywodzą się na przykład durni krytycy premiera Węgier, wrogowie Victora Orbana. Nie sądzę, by czynili to bezinteresownie. Przypomnę agencyjną depeszę PAP: "W listopadzie parlament węgierski przyjął ustawę, zgodnie z którą wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach. W niektórych przypadkach można było się ubiegać po pozostawienie kredytu w dewizach, ale zdecydowaną większość pożyczek przewalutowano. Zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Victora Orbana, kurs konwersji za franka wyniósł 256 forintów i 309 forintów za euro (był to kurs z 7 listopada). Ekipa Orbana zdecydowała się na taki krok, by ulżyć licznym mieszkańcom, którzy pozaciągali kredyty hipoteczne przed kryzysem 2008 r., a potem znaleźli się w spirali zadłużenia. Wartość tych kredytów wyniosła w sumie równowartość 10 mld euro."

Zaprosiłem do rozmowy eksperta, który nie należy do sługusów globalnego banksterskiego systemu. Posłuchajcie komentarza Janusza Szewczaka głównego ekonomisty Kasy Krajowej SKOK.

Bogdan Zalewski: Ilu "frankowiczom" grozi bankructwo?

Posłuchaj rozmowy Bogdana Zalewskiego z Januszem Szewczakiem!

Janusz Szewczak: To jest 700 tysięcy kredytobiorców, a wraz z rodzinami to jest około miliona Polaków, których wciągnięto w pułapkę kursu walutowego. Ci ludzie brali kredyty przy wartości franka na poziomie 2 złotych, a dzisiaj mieliśmy nawet ponad 5 złotych.

Kto ich wciągnął w tę pułapkę?

Banki, które uznały, że można na tym zrobić świetny interes. W całej Europie Środkowo-Wschodniej były te kredyty. Co ciekawe, te banki to głównie banki zagraniczne. One w swoich macierzystych krajach raczej kredytów we frankach nie udzielały. To się stało domeną takich krajów jak Bułgaria, Rumunia, Węgry, Polska. Tylko Węgrzy zdążyli się na czas zabezpieczyć. Skala w Polsce jest wielka. U nas równowartość tych kredytów do wczoraj to było około 132 miliardów złotych, a po dzisiejszym kursie to będzie ze 150 miliardów złotych. To jest około 20 miliardów więcej do oddania przez kredytobiorców. To jest dramat! To są raty po kilkaset złotych większe. I to chyba nie musi być koniec.

Pan już wspomniał, że Viktor Orban postanowił pójść z odsieczą kredytobiorcom. Polskie władze tego nie zrobiły. To jest kwestia lekceważenia Polaków w potrzebie? Tchórzostwa? Siedzenia w kieszeni bankierów?

Trafił pan w każdym przypadku. Chcę przypomnieć, że kilka miesięcy temu senatorowie opozycji (Prawa i Sprawiedliwości) zorganizowali debatę. Ostrzegano wtedy władze odpowiedzialne za nadzór finansowy, że sytuacja jest poważna, trzeba coś zrobić. Komisja nadzoru finansowego w osobie przewodniczącego powiedziała wtedy, że to jest pesymizm, defetyzm, bo wszytko jest pod kontrolą, nie ma żadnego zagrożenia. Dzisiaj jest komunikat Narodowego Banku Polskiego, że to jest fluktuacja typowa dla ostatnich okresów. Przecież ci ludzie są w szoku dzisiaj.

Komisja Nadzoru Bankowego zrobiła "crash testy" w bankach i stwierdziła, że wszystko jest pod kontrolą. 

Ja mam całkowicie odmienną opinię. Według mnie co najmniej trzy banki będą miały bardzo poważne kłopoty, bo połowa ich puli kredytowej to są kredyty we franku szwajcarskim. One nie kupią dzisiaj tanio tego franka ani za granicą, ani w kantorach. A jeden bank w Polsce ma, moim zdaniem, realne niebezpieczeństwo bankructwa. Tam ta pula kredytów jest gigantyczna. Sytuacja jest absolutnie zlekceważona, nie brano pod uwagę ostrzeżeń. Ten kurs równie dobrze może być za chwilę na poziomie 7 złotych. Pamiętajmy, że nas czeka kolejna niespodzianka. 22 stycznia Europejski Bank Centralny będzie podejmował decyzje dotyczące tak zwanego luzowania polityki pieniężnej, czyli osłabienia euro. To może spowodować jeszcze silniejsze umocnienie franka szwajcarskiego. Jeśli wzrosną stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, to sytuacja jeszcze może się pogorszyć. Poza tym pamiętajmy, że Polska ma sporo obligacji denominowanych w walutach obcych, czyli w dolarze, we frankach, jenach.

Jaka to jest część naszego zadłużenia?

W samych obligacjach trudno wycenić, ale myślę, że wszystkich tych tzw. obligacji walutowych jest na 200 miliardów złotych. To jest niewątpliwie gigantyczna kwota. To wszystko razem będzie powodowało dużą niestabilność polskiego złotego. I pamiętajmy, że inne waluty również idą w górę. To ma negatywne znaczenie dla miliona Polaków, którzy czują się opuszczeni. Dali się nabrać, są w tej pułapce. I co najgorsze: ceny mieszkań spadają. Te kredyty zaczynają się psuć po 5-6 latach, a większość brała je w 2007-2008 roku. Więc to jest moment, kiedy zacznie przybywać złych kredytów, a to z kolei będzie oznaczać spadek cen nieruchomości. Banki będą mogły nie tylko zażądać dodatkowego doubezpieczenia tego droższego franka, ale będą przejmować część tych mieszkań. To będzie rzutować na ich ceny. Pamiętajmy, że ci którzy ten kredyt wzięli w 2007-8 roku już 6 czy 7 lat spłacają, a mają dzisiaj więcej do spłacenia niż wzięli. W dodatku wartość mieszkania znacząco spadła. To jest zaklęte diabelskie koło, z którego nie widać jakiegoś sensownego wyjścia. Tu Orban miał rację, przewidział tę sytuację.

A czy Polska może pójść jeszcze drogą węgierską? Czy polski rząd może jeszcze przeprowadzić taki manewr, jaki przeprowadził Viktor Orban?

Będzie zdecydowanie trudniej teraz, przy tak wysokim kursie franka i to franka, który nadal może się umacniać. Nie można założyć, że teraz kurs będzie się uspokajał. Analitycy w TVN-ie opowiadają bajki, że to się ustabilizuje. Moim zdaniem kurs na pewno utrzyma się powyżej 4 złotych, a może jeszcze się podnieść po 22 stycznia, po decyzjach Europejskiego Banku Centralnego. Polski złoty może się bardziej osłabić. Decyzje będą bardzo trudne, już są spóźnione. Mądrego pomysłu nie ma. Ale przecież nie można tego miliona ludzi ot, tak pozostawić. Co im się powie: "zbudujemy wam miasteczko namiotowe na Stadionie Narodowym i tam będziecie mieszkać, kiedy wam pozabierają mieszkania"?

Czy realny jest czarny scenariusz, że ci ludzie nie dość, że nie będą w stanie spłacać swoich mieszkań, to je utracą?

Taka możliwość jak najbardziej istnieje, tym bardziej, że to nie jest tak jak w Stanach Zjednoczonych. Tam rata jest stała i dłużnik najwyżej oddaje klucze, rezygnuje z tego interesu i koniec. A u nas nawet, kiedy to mieszkanie jest odebrane przez banki, to kredytobiorca musi spłacać resztę kredytu. Moim zdaniem ta bardzo trudna sytuacja będzie rzutowała na cały sektor bankowy w Polsce, dlatego że jesteśmy tu zdominowani przez kapitał zagraniczny. Te banki masowo udzielały takich kredytów, na przykład banki austriackie, które w całej Europie Środkowej zainwestowały gigantyczne pieniądze idące w setki miliardów euro w różnego rodzaju kredyty, w tym kredyty walutowe, również we franku szwajcarskim. To są bardzo negatywne zjawiska i zadziwiające jest takie uspokajanie: "Polacy nic się nie stało, porozmawiamy!". Minister finansów Mateusz Szczurek z wicepremierem Januszem Piechocińskim mają się spotkać.

Ale to jest stała melodia tego rządu.

Zdecydowanie tak! A sytuacja jest poważna, bo polski złoty będzie niestabilny w perspektywie kolejnych tygodni. Jak mówię, ważna będzie decyzja Europejskiego Banku Centralnego o zmianie stóp procentowych. Druga sprawa - wybory w Grecji, które może wygrać lewicowa partia Syriza. Jeśli powie, że Grecy nie będą spłacać obciążeń według pomysłów niemieckich, również będzie to rzutowało na kursy walut i na euro. Ze wszystkich stron będą problemy i polski złoty będzie niestabilny. Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja Polaków, którzy dali się nabrać, że nasz kraj to prawie "druga Szwajcaria" oraz "tygrys Europy" i że za chwilę będziemy mieć walutę mocniejszą od franka szwajcarskiego. Pamiętajmy, że kredyty we franku brały głównie osoby bardziej zamożne, środowiska lepiej sytuowane, z dobrą pracą, więc chyba zwolennicy obecnego rządu - Platformy Obywatelskiej. Niektórzy złośliwie mówili - "wiedziały gały, co brały",  "co pan tu panie Szewczak marudzisz, my to świetnie spłacamy". Kredyt ma zawsze to do siebie, że póki człowiek jest zdrowy, młody, ma dobrą robotę, to jakoś idzie. Ale to jest często umowa na 30 a czasami na 40 lat!

Bardzo panu dziękuję za ten komentarz.

Dziękuję i życzę sukcesów z okazji 25-lecia radiowego i udanej następnej "ćwiartki".