• "Kobiece" dylematy Tuska

    Czwartek, 17 listopada 2011 (17:21)

    Bieńkowska, Kudrycka, Szumilas i Mucha. W rządzie Donalda Tuska są cztery kobiety, a miało być pięć pań. Jedna z żeńskich nominacji wydaje się dość zaskakująca. Joanna Mucha jako minister sportu.

    Tusk miał poważny dylemat ze znalezieniem kobiet do rządu. W Platformie Obywatelskiej oprócz Ewy Kopacz a wcześniej Zyty Gilowskiej żadna z pań nie osiągnęła samodzielnej pozycji politycznej. Ale premier powiedział przecież, że stawia na kobiety. Trzeba było kogoś znaleźć ...

    Tusk sam przyznał, że rozmawiał z Joanną Muchą po raz pierwszy dopiero w środę, co świadczy samo za siebie. Na jej miejscu mogłaby się znaleźć równie dobrze Iwona Guzowska, czy Agnieszka Pomaska i też bylibyśmy zdziwieni.

    Być może zaważył fakt, że Mucha postrzegana była jako posłanka związana z frakcją Grzegorza Schetyny. Premier przeciąga w tej chwili wszystkich stronników byłego marszałka na swoją połowę boiska: patrz Gowin, czy Grupiński. Samego Schetynę Tusk określił w czwartek jako "wielką strategiczną rezerwę Platformy".

    Patrząc na tę roszadę widać, że premier oczyścił pole Jackowi Rostowskiemu. Najpierw pozbywając się Jolanty Fedak znanej z konfliktowego, ale i twardego charakteru, a potem przesuwając Michała Boniego na stanowisko ministra administracji i cyfryzacji, czyli do końca nie wiadomo czego. Między panami iskrzyło czasami tak bardzo, że premier osobiście musiał gasić wewnętrzne pożary.

    Poza tym Boni stracił tym samym funkcję szefa komitetu stałego rady ministrów, ciała, które ocenia i przygotowuje dokumenty na posiedzenia rządu. Teraz jego miejsce zajmie Tomasz Arabski - lojalny wykonawca poleceń premiera. To ewidentne wzmocnienie jedynego ministra, którego Tuskowi trudno byłoby się pozbyć.

    Poza Rostowskim resztę swego gabinetu premier będzie mógł wymienić w każdym momencie i bez żalu łącznie z własnym politycznym wychowankiem, czyli Sławomirem Nowakiem. Od kilku dni krąży anegdota, że Nowak mówił Tuskowi o tym, że chce być ministrem sportu, ale premier nie dosłyszał, dlatego dostał resort transportu. W końcu sport czy transport różnica niewielka.

    Artykuł pochodzi z kategorii: Agnieszka Burzyńska

    Agnieszka Burzyńska

  • Oceń tekst

    Ocen: 12

Inne komentarze tego autora

POKAŻ WSZYSTKIE KOMENTARZE
Radio Muzyka Fakty