Gromkie "All Blacks" - w Auckland, skąd 8 tygodni temu Nowozelandczycy ruszali po obronę tytułu niepokonanych. Będą nimi przez następne cztery lata. Kibice razem z zawodnikami - tak jak rozpoczynają odśpiewali maoryską "hakę" na kilka tysięcy gardeł.

Obrońcy pucharu świata w rugby /ANDY RAIN /PAP/EPA

Kibice razem z zawodnikami - tak jak rozpoczynają odśpiewali maoryską "hakę" na kilka tysięcy gardeł.

Kilka dni temu reprezentacja Nowej Zelandii pokonała Australię 34:17 (16:3) w finale Pucharu Świata w rugby! Jest pierwszą drużyną w historii, która wywalczyła tytuł po raz trzeci, a także pierwszą, która zdołała tytuł obronić. "To szaleństwo, jesteśmy niesamowicie dumni" - podkreślał kapitan All Blacks Richie McCaw. Na wypełnionym po brzegi stadionie Twickenham - na trybunach zasiadło dokładnie 81 605 widzów - Nowozelandczycy od pierwszych minut byli drużyną dominującą. Zawodnikiem meczu wybrano Dana Cartera, dla którego był to 112. i równocześnie ostatni występ w narodowych barwach.

Nie jestem teraz w stanie opisać mojego wzruszenia. Jestem dumny z tego, że mogłem uczestniczyć w tej imprezie. Zwłaszcza że przed czterema laty zabrakło mnie w finale. Spełniliśmy nasze marzenie - podkreślał po spotkaniu. Nie możemy sobie nic zarzucić - mówił z kolei Australijczyk Stephen Moore. Zagraliśmy bardzo dobrze, ale tym razem lepsi byli rywale - przyznał.

Wcześniej reprezentacja Nowej Zelandii triumfowała w pierwszej edycji Pucharu Świata - w 1987 roku - i przed czterema laty.