Justyna Kowalczyk wystartowała w drugiej edycji charytatywnego Biegu po Oddech - imprezie, której celem jest zebranie środków na rzecz podopiecznych Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Na starcie w Zakopanem stanęło ponad 700 uczestników z całej Polski. Biegaczka narciarska była też starterem 5-kilometrowego biegu.

Justyna Kowalczyk pozuje do zdjęcia /Grzegorz Momot /PAP

Kowalczyk przypomniała, jak zrodził się pomysł na objęcie tej imprezy honorowym patronatem. To już ponad dekada, gdy trafiłam do Rabki i zobaczyłam, jak ludzie z mukowiscydozą codziennie walczą. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza, że wśród chorych największa liczba to dzieci. Stwierdziłam wtedy, że fajnie byłoby zadziałać, aby w ten czy inny sposób ten heroizm pokazywać ludziom - wspominała.

Zakopiańskie biegi to tylko jedna z akcji prowadzonych przez narciarkę wspólnie z Polskim Towarzystwem Walki z Mukowiscydozą (PTWzM). Są spotkania z chorymi oraz aukcje charytatywne, na które multimedalistka olimpijska i mistrzostw świata przekazywała m.in. swój sportowy strój, samochód marki BMW czy sztabkę złota.

To wszystko miało oczywiście przynieść środki na pomoc chorym, ale głównie zwrócić uwagę. I to nie tylko każdego z nas, ale głównie tych, którzy są władni podjąć decyzje, chociażby o zwiększeniu ilości oddziałów szpitalnych, czy dostępności bezpłatnych leków. Biegi, w których również z przyjemnością truchtam, to tylko kolejny krok w celu uświadomienia wszystkim, że obok nas są ludzie chorzy, którzy chcą i powinni normalnie żyć - podkreśliła Kowalczyk.

Mimo bardzo niskiej, wahającej się w okolicach 10 stopni temperatury, oraz mżawki, na starcie w stolicy polskich Tatr stanęło ponad 700 uczestników. Najmłodszy z nich, Franciszek Ryś z Zakopanego miał niespełna rok i pokonał trasę pchany w wózku przez biegnącą mamę Katarzynę. Jednym z najstarszych był 88-letni Antoni Marmol, pierwszy trener Józefa Łuszczka. Wśród kobiet pierwsze miejsce zajęła Luiza Motyka z Ustrzyk Dolnych. Wśród mężczyzn najlepszy czas uzyskał Patryk Rydziński.


Mukowiscydoza jest nieuleczalna i uwarunkowana genetycznie. W Polsce choruje na nią około 1 300 osób, a statystycznie stwierdza się ją u jednego na cztery tysiące urodzonych dzieci. Podstawowym objawem jest produkcja przez organizm niezwykle gęstego, lepkiego śluzu, który zatyka płuca i prowadzi do zagrażających życiu infekcji oraz utrudnia lub uniemożliwia prawidłową pracę wielu innych narządów.

Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą powstało w 1987 r. z inicjatywy lekarzy i rodziców chorych dzieci. Organizacja ma siedzibę w Rabce-Zdroju, przy Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc, który jest największym ośrodkiem leczenia mukowiscydozy w kraju.

(MN)