"Trudno komentować mecz, w którym walczyliśmy, odrobiliśmy stratę, pokazaliśmy charakter. Ale to za mało, za charakter nie daje się nagród czy pucharów" - tak skrzydłowy koszykarskiej reprezentacji Polski Tomasz Gielo skomentował przegraną biało-czerwonych z Finami na mistrzostwach Europy. W swoim trzecim meczu turnieju rywalizujący z grupie A Polacy - po zaciętym boju i dwóch dogrywkach - ulegli gospodarzom 87:90.

Na 92 sekundy przed końcem czwartej kwarty drużyna trenera Mike’a Taylora prowadziła z Finami różnicą dziewięciu punktów: 66 do 57. Tego dorobku nie zdołała już jednak powiększyć, zaś mocno zdeterminowanym i wspieranym przez 12-tysięczną publiczność rywalom udało się doprowadzić do wyrównania i ostatecznie, po dwóch dogrywkach, zwyciężyć 90:87.

Rosyjski siatkarz znowu w akcji. Najpierw środkowy palec, teraz "Gdzie jest Polska?"

Rosyjski siatkarz Aleksiej Spiridonow, przyjmujący "Sbornej" po raz kolejny zadrwił z "Biało-Czerwonych". Po zakończeniu siatkarskiego Euro opublikował zdjęcie kolegi z reprezentacji Siergieja Grankina, odbierającego główną nagrodę za pierwsze miejsce, z rąk prezydenta... czytaj więcej

Dla biało-czerwonych była to druga porażka w trzech meczach w mistrzostwach Europy.

Szkoda tej porażki. Mieliśmy szanse w regulaminowym czasie, ale rywale doprowadzili do dogrywki, do czego przyczynił się także mój błąd pięciu sekund podczas presji na piłkę - przyznał Tomasz Gielo, na co dzień reprezentujący barwy Joventutu Badalona.

Skrzydłowy, który w niedzielnym spotkaniu w trakcie 31 minut gry zdobył 11 punktów, miał sześć zbiórek, cztery asysty, blok, stratę i pięć fauli (zszedł z boiska na 6 sekund przed końcem drugiej dogrywki), nie krył żalu, ale i sportowej złości.

Trudno komentować mecz, w którym walczyliśmy, odrobiliśmy stratę, pokazaliśmy charakter. Ale to za mało, za charakter nie daje się nagród czy pucharów. Cóż, trzeba walczyć dalej. Przed nami dwa ciężkie mecze. Cały czas powtarzaliśmy, że chcemy się bić z najlepszymi, osiągnąć sukces. Trzeba teraz to pokazać - podkreślił.

W starciu z Finami 24-latek miał zadanie pilnowania wschodzącej gwiazdy fińskiej koszykówki, świeżo upieczonego zawodnika Chicago Bulls Lauriego Markkanena. Niemal do końca podstawowego czasu gry "opieka" mierzącego 205 cm Polaka nad wyższym o 8 cm rywalem przynosiła efekty: lider Finów do 39. minuty meczu zdobył 12 punktów. Pozostałe 15 ze swoich 27 punktów uzyskał w ostatnich 15 sekundach czwartej kwarty i w dogrywkach.

(...) pojawiło się zmęczenie, a ten chłopak naprawdę ma papiery na granie. Zdobywa punkty z różnych pozycji, trafia trójki, rzuca po koźle, wjeżdża pod kosz, robi wsady. Naprawdę jest to wielki talent, który zagrał kapitalne zawody. Starałem się go ograniczyć, na ile mogłem. Czasami, gdy człowiek za bardzo chce, obraca się to przeciwko niemu. Sfaulowałem go przy rzucie za trzy punkty i wykorzystał osobiste w kluczowym momencie - podsumował Gielo.

On sam również trafił ważną "trójkę" w połowie pierwszej dogrywki, doprowadzając do wyniku 72:71 dla Polski. Po wszystkim podkreślił jednak: Dziękuję, ale ze zwycięstwa cieszą się rywale, a nie my. Zamieniłbym wszystkie moje punkty za wygraną drużyny.

Poniedziałek jest dniem przerwy w turnieju. Później biało-czerwonych czekają jeszcze spotkanie z Francją we wtorek i z Grecją w środę.

Każdego z nas boli ta porażka, ale nie załamujemy się. Mamy dzień wolny, potem dwa spotkania. Musimy wszystko zostawić na parkiecie. Nie chodzi o czyjeś zdrowie, czekający sezon. Trzeba o wszystkim zapomnieć i skupić się na tych meczach, walczyć zwycięstwo - podsumował Gielo.

Do drugiej fazy mistrzostw Europy z każdej z czterech grup awansują cztery zespoły.


(e)