Władze Wałbrzycha zgodzą się na odwierty lub wykopy w miejscu, gdzie ma być ukryty złoty pociąg. Miasto nie zdecydowało się do tej pory na takie prace, bo są one kosztowne i niebezpieczne. Ewentualne badania inwazyjne mają prowadzić odkrywcy składu. Powinni oni sfinansować prace i uzyskać odpowiednie zgody. Przypomnijmy, tydzień temu poznaliśmy dwa sprzeczne raporty. Zdaniem odkrywców skład istnieje, być może pod ziemią są nawet dwa pociągi. Naukowcy z Akademii Górniczo- Hutniczej pociągu nie znaleźli. Ich zdaniem pod ziemią może być jedynie tunel.

Władze Wałbrzycha zgodzą się na odwierty w miejscu, gdzie miałby być "złoty pociąg" / Aleksander Koźmiński /PAP

Bartłomiej Paulus: Dlaczego do tej pory nie rozpoczęto inwazyjnych badań - poszukiwań złotego pociągu? Dlaczego nie kopiemy?

Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha: Nie chodzi o to, żeby kopać. Chodzi tylko o to, żeby wiedzieć, po co i z nadzieją na jakiś efekt materialny. Mówiąc wprost. Te prace, jeśli w ogóle kiedykolwiek będą podjęte, prace inwazyjne, czyli mówiąc inaczej kopanie w ziemi, są po pierwsze pracą kosztowną. Po drugie w pewnym sensie niebezpieczną. Obok przejeżdżają pociągi. To nie jest położone w środku lasu, tylko pod jednym z najbardziej uczęszczanych wiaduktów w województwie. Tysiące samochodów na dobę. To jest miejsce absolutnie wyjątkowo intensywnie wykorzystywane.

Natomiast na to wszystko musi być zgoda. Zgoda konserwatora, jeśli zakłada on, że coś tam jest. Musi być zgoda zarządcy, czyli PKP. Kopanie po to, żeby robić dziurę w ziemi musi mieć jakiś logiczny związek z tym, co tam ewentualnie jest. Zakończony etap badań (przyp. redakcji - nieinwazyjne badania przeprowadzone przez odkrywców i naukowców z Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie) jest dla niektórych rozczarowujący. Dla niektórych raczej potwierdzający ich opinię. Jednak nie kosztował nic miasto. Myślę, że to podejście do tej sprawy jest nacechowane z naszej strony przede wszystkim rozsądkiem, rozwagą, dystansem i respektem do tego, że reprezentujemy instytucję publiczną. My w mniejszym stopniu możemy poddawać się nawet najbardziej historycznie umotywowanym emocjom niż ktokolwiek inny.

Badania odkrywców, potwierdzające istnienie tunelu, a w nim pociągu, nawet dwóch pociągów dla pana są wiarygodne?

Konsekwentnie reprezentuję stanowisko, że o tym powinni wypowiadać się fachowcy. Powołałem zespół, składający się w moim przekonaniu z bardzo kompetentnych osób, które miały czas i możliwość zapoznania się z raportami obu ekip. Te raporty są jednak całkowicie rozbieżne. Choć zwracam uwagę, że raport zespołu profesora Madeja z AGH zostawia pewien obszar niepewności. Choć w moim przekonaniu zupełnie inny niż kilka tygodni temu. To nie jest kwestia mojej wiary w to czy metody są wiarygodne, czy nie. Ja po prostu nie jestem fachowcem. Są tacy, którzy są do tego przygotowani. Znalazcy, osoby, które deklarują, że ten pociąg tam jest nie, porzucają przekonania, myśli, wiary, nie wiem, jak to nazwać, o istnieniu tego historycznego znaleziska z determinacją rzeczywiście wymagającą uznania. Trzeba się zastanowić w tej chwili, czy przychylić się do ich prośby publicznie wyrażanej co do rozpoczęcia i sfinansowania prac, nie wiem jak je nazwać, no odkrywkowych. Jeżeli to będzie miało racjonalne przesłanki. Jeżeli będzie towarzyszył temu jakiś program, który będzie przekonujący. Jeżeli zarządca terenu, czyli PKP wyrazi na to zgodę. Ja nie widzę osobiście przeszkód.

Ma pan świadomość, że jeżeli nie będzie odwiertów? Jeżeli nie ruszą prace w terenie to ta sprawa będzie stała w miejscu? Każde badania można podważyć.

My prezentujemy stanowisko, że idea istnienia tego pociągu jest autorską ideą osób zgłaszających to znalezisko. To nie jest koncepcja władz miasta. My tylko w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami realizujemy procedury. Znalazcami nie są pracownicy urzędu miejskiego, ani ja. Nie wyrażamy zniecierpliwienia, że to się nie odnalazło, bo to nie my zgłaszaliśmy, że coś tam jest.

Miastu zależy, żeby zakończyć ten temat? Prowadzić dalsze poszukiwania?

Wielokrotnie podkreślałem, że bardzo bym chciał, żeby tam coś było. Zarówno coś materialnie cennego, ten rzekomy złoty ładunek, jak i coś historycznie wartościowego. Każde znalezisko w tym miejscu, historyczne, będzie miało niebywałą wartość. Otworzy nowe pole być może do dalszych poszukiwań. Bardzo bym chciał, żeby tak było. Dzisiaj poruszając się w obszarze racjonalnych faktów i wynikających z nich wniosków to nie potwierdziliśmy tego. Natomiast wywołuje to ciągle zaciekawienie miastem i regionem. Z samego tego faktu to zainteresowanie jest ważne. Dla nas jest bardzo korzystne.

Sprawą złotego pociągu interesują się służby specjalne - tak jest?

Nic na ten temat nie wiem. Nie sądzę. Wojsko sprawdzało teren po to, żeby uniknąć jakiegoś tragicznego wydarzenia. Niewybuchu. Miny. To nie wyklucza, że jakieś materiały niebezpieczne mogą znajdować się głębiej.

Teraz analiza dwóch, sprzecznych raportów przez powołany zespół w sprawie złotego pociągu?

To są osoby, które znają się na tym co robią. Będzie konserwator zabytków i historycy. To oni podjąć jakąś decyzję uruchomienia kolejnego etapu. Przypominam, że znalazcy zgłaszali publicznie wielką determinację kopania. Powtarzają to konsekwentnie.

Miasto nie zablokuje kolejnych etapów?

Nie mam takiej intencji. Abstrahując od różnych emocji jest to dla nas również bardzo ciekawe. Jeśli coś rzeczywiście znajdzie się historycznego to będzie bardzo ważne wydarzenie.

***

Do PKP nie trafiło jeszcze żadne pismo z prośbą o wyrażenie zgody na kolejne badania na słynnej skarpie, gdzie ma być ukryty złoty pociąg. Jeżeli takie dokumenty się pojawią, kolej je rozpatrzy.

Dwa sprzeczne raporty miały trafić do ponownej analizy. Ma się tym zająć specjalny zespół powołany przez prezydenta Wałbrzycha. Być może do współpracy zaproszeni zostaną naukowcy. Tydzień po konferencji, na której ogłoszono wyniki badań odkrywców i naukowców z AGH, raportów wciąż nikt nie przejrzał.