Adam Małysz - podobnie jak większość polskiej ekipy - żałuje, że nie było czwartej, ostatniej serii konkursowej w mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie. Jest przekonany, że Kamil Stoch mógł walczyć o złoto. "Nie ma co już porównywać mnie do Kamila. On odniósł więcej sukcesów i więcej zdobył ode mnie. Można tylko powiedzieć, że były inne czasy. Ja za moich zrobiłem to, co było w moim zasięgu" - ocenił Małysz.

Trener kadry skoczków Stefan Horngacher (L) i dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w PZN Adam Małysz / Grzegorz Momot /PAP

Z jednej strony trochę szkoda, bo można było wygrać. Tande był bardzo zdenerwowany i mógł popełnić błąd, a Kamil był totalnie nakręcony, żeby walczyć. Niestety to jest sport. Trudno przewidzieć, co się wydarzy - tłumaczył Małysz. Nie miał jednak pretensji do sędziów, że postanowili przerwać sobotnie zawody.

Później na ceremonii nagród było widać, że mocno wieje i sypie. Pewnie jury wiedziało, co idzie i dlatego postanowili przerwać, ale zawsze jest jakiś mały żal. Oczywiście niby medal jest i powinien człowiek się cieszyć, ale pozostaje też świadomość, że była szansa walki o złoto - powiedział Małysz.

Legendarny polski skoczek przyznał, że można pozazdrościć tego, jak rozwijała się kariera Stocha.

Szedł stopniowo do góry, a jak się już wspiął, to został na szczycie. Tu widać już nie tylko talent, ale i ciężką pracę - opisywał. Na przełomie ostatnich 15 lat jest na pewno numerem jeden. Jest na pewno jednym z najlepszych skoczków w historii - podkreślił.

Wszyscy zawodnicy, których teraz mamy, wychowali się na moich sukcesach. Kamil podtrzymuje tradycję, ale tylko dobrze dla dyscypliny, bo młodzi znowu będą ciągnęli do skoków i będą chcieli być Kamilem Stochem - ocenił Małysz. 

(mn)