Czy to jest dobra decyzja? Ja nie mogę na to pytanie odpowiedzieć z prostej przyczyny - jeśli skończy się to wszystko dobrze i zostanie zdobyty szczyt, no to jest to dobra decyzja. Jeśli zaczną się komplikacje - to jest decyzja zła. O to trzeba zapytać Denisa. Poczekajmy te kilka dni, jak on z tej góry zejdzie. Ja uważam, że stało się źle - powiedział w rozmowie z RMF FM Rafał Fronia komentując fakt, że Denis Urubko samodzielnie wyruszył z bazy, by podjąć próbę wejścia na szczyt K2. Fronia także brał udział w wyprawie na K2, ale musiał wycofać się z niej, po tym jak złamał rękę.

Himalaiści podczas wspinaczki na K2 /Marek Chmielarski/Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera/Facebook /

Ja z uporem maniaka powtarzam - jestem tchórzem. Jestem wielkim życiowym tchórzem. Jeśli coś zagraża mojemu życiu, to ja po prostu uciekam. Nigdy nie zdobyłbym się na tak wielkie ryzyko, które mogłoby być biletem w jedną stronę. Denis najprawdopodobniej nie jest kimś takim, jak ja - zaznaczył Fronia.

Potrafi zrobić to, czego nie potrafią inni. Nie spotkałem w swoim życiu himalajskim człowieka, który wspina się tak dobrze, tak szybko i jest tak zmotywowany i zdeterminowany jak Denis Urubko. Życzę mu jak najlepiej. Liczę na to, że jego doświadczenie pomoże mu w tej trudnej, ale dosyć spontanicznej decyzji - podkreślił.

Krzysztof Wielicki jest w bazie. Nad wszystkim panuje. To wszystko jest uzgadniane... My mamy tylko część przekazu. Tak naprawdę nie wiemy, co tam się wydarza. Nie o wszystkim jesteśmy informowani - dodał himalaista.

To, do czego zachęcam - choć wiem, że to trudne - to to żebyśmy studzili emocje i po prostu czekali. My nic nie możemy zrobić, a tam ktoś na górze podejmuje takie, a nie inne decyzje, i one są wprowadzane w życie. To nie jest bieg na 100 metrów, to nie wydarzy się za 10 sekund, czy za 9,5 sekundy, tylko wydarzy się jutro, pojutrze , popojutrze. Jest suport, są bardzo doświadczeni ludzie, bardzo zdeterminowani, oni walczą o tę górę, tak naprawdę pojechali zdobywać najtrudniejszy szczyt świata zimą - zauważył Rafla Fronia w rozmowie z RMF FM.  

Na Księżycu byli ludzie, na K2 zimą ich jeszcze nie było. Nie wszystko może być wyreżyserowane, nie wszystko może być przygotowane wcześniej. Są prognozy pogody, są emocje, są jakieś założenia, to wszystko odbywa się bardzo dynamicznie. Jutro, pojutrze, będzie wszystko wiedzieć, natomiast na chwilę obecną wróżymy z fusów - podkreślił himalaista.

Tak naprawdę na tej górze (...) nie zostało zrobione nic. Wszystko jest przed nimi. Ta góra ma 8600 metrów, a zabawa zaczyna się powyżej 7800-7900 metrów, czyli powyżej tego momentu, do którego można dojść bez problemów. Tam trzeba spędzić noc i trzeba zaatakować górę - ocenił.  

Czy to się w ogóle wydarzy? My nie wiemy tak naprawdę. Tak że na chwilę obecną nic się nie dzieje. Ludzie wspinają się w miejscu, w którym wspinali się wczoraj, tydzień temu, miesiąc temu. Tak że jest ekscytacja, bo jest jakiś plan, ale ten plan może ulec zmianie - za 5 minut, za 5 godzin, albo za 15 godzin. (...) - stwierdził himalaista.

Jeśli prognoza pogody się na nie sprawdzi, i jutro pojutrze będzie wiało 80 km/h, to wszyscy z tej góry po prostu zostaną zwiani, zejdą do bazy, podkulą ogony i będą czekali na kolejne okno pogodowe. Tak więc na chwilę obecną najważniejsze jest, żeby tam nikomu nic się nie stało - dodał Fronia w rozmowie z RMF FM. 

Urubko samodzielnie wyruszył z bazy, by podjąć próbę wejścia na szczyt K2. "To przejaw determinacji"

(ph)