W poniedziałek od głosowania w stanie Iowa rozpoczynają się prezydenckie prawybory w USA. Wbrew przewidywaniom i ku przerażeniu elit Partii Republikańskiej miliarder i populista Donald Trump od miesięcy prowadzi w sondażach wyborców GOP, przyciągając tłumy zwłaszcza białych mężczyzn bez wyższego wykształcenia. Jak diagnozuje David Frum, który był autorem przemówień prezydenta Busha w latach 2001-2002, a obecnie jest redaktorem opiniotwórczego magazynu "The Atlantic" i kieruje brytyjskim think tankiem "Policy Exchange", zwolennicy Trumpa to osoby, które czują się porzucone przez Republikanów. Nie są ani specjalnie biedne, ani specjalnie bogate, ale ich standard życia się pogarsza.

Miliarder i populista Donald Trump od miesięcy prowadzi w sondażach /LARRY W. SMITH /PAP/EPA

Trumpowi byłoby bardzo trudno wygrać wybory powszechne. Ale uważam, że równie trudno będzie je wygrać innym kandydatom GOP, bez zwrócenia uwagi na obawy nurtujące zwolenników Trumpa, dzięki którym odnosi takie sukcesy - powiedział Frum. Jak bowiem pokazała porażka w wyborach prezydenckich Mitta Romneya cztery lata temu, "tradycyjne idee i propozycje Republikanów", dotyczące wolnego rynku czy handlu, nie zapewniają już wygranej w wyborach prezydenckich.

Zmagania Partii Republikańskiej nie są jednak niczym nadzwyczajnym w porównaniu z sytuacją w innych rozwiniętych krajach. Wszędzie "nastąpiło spowolnienie gospodarcze od ok. 2000 roku; po drugie pokolenie tzw. baby boom dorosło i oczekuje od państwa rzeczy, na które państwo nie ma zasobów, jakich spodziewano się jeszcze 15 lat temu. I po trzecie, to wszytko dzieje się w czasach coraz większej różnorodności kulturowej i etnicznej. Mamy coraz więcej ludzi, którzy chcą czegoś od państwa, podczas gdy państwo ma mniej, by im dać" - mówi Frum.

Kraje, w których - jego zdaniem - centroprawica odnosiła sukcesy, jak Wielka Brytania, Kanada, Australia, Nowa Zelandia i w mniejszym stopniu Niemcy, "utrzymały tradycyjne poglądy na wolny rynek, przedsiębiorczość czy podatki, dzięki czemu rosną ich gospodarki, ale jednocześnie uszanowały podstawową ideę państwowej opieki społecznej i były dość ostrożne w sprawie imigracji".

By odzyskać wyborców, Partia Republikańska nie musi jednak wybierać "trumpizmu", ale - jak przekonuje Frum - może się od miliardera wiele nauczyć. Trump zarobił wielkie pieniądze jako doskonały marketingowiec i handlowiec. Zorientował się, czego chcą ludzie, i dał im to. To nie znaczy, że ma dobre odpowiedzi i że jest odpowiednią osobą na urząd prezydenta USA. Ale pokazuje nam coś cennego - powiedział Frum.

Są dwie możliwe odpowiedzi na działania populistów takich jak Trump. Według Fruma można próbować stworzyć wokół nich "kartel wszystkich pozostałych partii", jak ma to miejsce w niektórych krajach Europy. Ale to nie jest trwałe rozwiązanie. Bardziej długofalowym rozwiązaniem jest przyznanie, że ludzie są czymś oburzeni, a populista to wykorzystuje. Trzeba więc się zastanowić, jak zareagować na to oburzenie. Nie powinniśmy słuchać Trumpa, lecz jego zwolenników i tego, co ich niepokoi. Jeśli jest tak wielu mężczyzn po szkole średniej, których poziom życia się obniża, to mamy istotny problem - podkreślił Frum.

Przyznał, że jeśli chodzi o obawy dotyczące imigracji, to "słuszną odpowiedzią jest przyjmowanie mniejszej liczby imigrantów". Bardziej skomplikowany jest problem globalizacji, "bo nie możemy wysadzić w powietrze światowego systemu handlowego".

Problemem Republikanów jest też słabnące poparcie wśród kobiet z wyższym wykształceniem. Kiedyś większość kobiet z wyższym wykształceniem była zamężna, teraz z uwagi na słabnącą instytucję małżeństwa mamy więcej samotnych kobiet, z którymi Republikanie mają prawdziwy problem - przyznał. Ale nie zgodził się z tezą, że kobiety zniechęca do GOP stanowisko w sprawie aborcji. Ogólnie społeczeństwo amerykańskie staje się coraz bardziej "pro-life" i "mało kto jest za aborcją zawsze albo nigdy" - przekonywał.

Łatwiej wytłumaczyć, dlaczego na Republikanów nie głosują imigranci. Są bardziej uzależnieni od pomocy państwa niż rodowici Amerykanie, a Demokraci im więcej oferują - powiedział Frum. Mylą się więc ci, którzy uważają, że wystarczy, by GOP zmieniła stanowisko w sprawie imigracji, żeby partia zyskała wyborców. To nie tylko nieprawdziwe, ale i głupie. Bo kim są imigranci? To ludzie biedniejsi. A w każdym kraju na centroprawicę mają skłonność głosować osoby bogatsze - wyjaśnił.

Mimo tych problemów GOP, to nie Trump, ale jeden z tzw. establishmentowych kandydatów zdobędzie - zdaniem Fruma - prezydencką nominację partii. Co może zatrzymać Trumpa? To, jeśli w New Hampshire Trump zdobędzie 35 proc., a ktoś taki jak senator Marco Rubio lub gubernator Ohio John Kasich czy były gubernator Florydy Jeb Bush 25 proc., a cała reszta po 5 proc. - powiedział Frum - Wtedy pozostałe kampanie upadną i wszystkie pieniądze i wsparcie skoncentrują się na tej jednej osobie", która zajęła drugą pozycję.


(j.)