Co najmniej 150 tys. ludzi uciekło od środy z miasta Afrin w położonej na północy Syrii enklawie o tej samej nazwie, skąd tureckie siły sukcesywnie wypierają kurdyjskich bojowników - podali w sobotę Kurdowie oraz Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Mieszkańcy Afrin uciekają przed bombardowaniami / STR /PAP/EPA

Według informacji Obserwatorium, organizacji z siedzibą w Wielkiej Brytanii, lecz dysponującej siecią informatorów w Syrii, tureckie lotnictwo i artyleria atakowały miasto w nocy z piątku na sobotę.

Hewi Mustafa, wysoki rangą przedstawiciel cywilnych władz kurdyjskich zarządzających regionem Afrin, powiedział, że ludzie uciekają z Afrinu, głównego miasta regionu, do innych kontrolowanych przez Kurdów części regionu oraz na obszary kontrolowane przez syryjskie siły rządowe.

Tureckie wojsko w sobotę zaprzeczyło, jakoby zbombardowało szpital w Afrinie podczas atakowania tego miasta. Na Twitterze armia zamieściła wykonane w sobotę rano z pokładu samolotu nagrania oraz zdjęcia, przedstawiające miejscowy szpital w nienaruszonym stanie.

 W piątek przedstawiciel kurdyjskiej milicji Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) Redur Chalil oraz Obserwatorium informowały o ataku lotniczym na szpital. Według tego drugiego źródła w nalocie zginęło 16 osób, w tym dwie kobiety w ciąży.

Również w piątek turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan poinformował, że Turcja przejęła kontrolę nad trzema czwartymi regionu Afrin. Turcja prowadzi operację wojskową przeciwko YPG w tej kurdyjskiej enklawie od 20 stycznia.

Władze Turcji argumentują, że ofensywa, której nadano kryptonim "Gałązka oliwna", ma na celu ochronę granic Turcji, "zneutralizowanie" kurdyjskich bojowników w Afrinie i uwolnienie tamtejszej ludności od "ucisku i opresji". YPG odpiera zarzuty o terroryzm i oskarża Turcję o ataki na cywilów.

Ankara uznaje YPG za organizację terrorystyczną, która należy do zdelegalizowanej w Turcji separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu.

(ag)