Na początku przyszłego roku do Polski trafią pierwsi uchodźcy z północnej Afryki. To 900 przesiedleńców z obozu w Libanie.

Uchodźcy /BORIS ROESSLER /PAP/EPA

Najpierw jednak we Włoszech i Grecji muszą powstać centra weryfikacyjne. Tam obywatele północnej Afryki zostaną sprawdzeni pod kątem bezpieczeństwa i zostaną podzieleni na uchodźców i emigrantów ekonomicznych. W tej chwili do procesu relokacji jest gotowych zaledwie kilkadziesiąt osób - mówi Rafał Trzaskowski, wiceminister spraw zagranicznych i dodaje, że - po sprawdzeniu, taka osoba musi się jeszcze zgodzić na przyjazd do Polski

Uchodźcy mają trafić do Polski w dwóch pulach - najpierw tysiąc osób, później cztery i pół tysiąca osób. Nie będą to jednorazowe przesiedlenia, ale będą następowały co kila miesięcy. W Polsce jest bowiem na razie tylko 700 wolnych miejsc w 13 ośrodkach dla uchodźców.

Te osoby będą trafiać do ośrodków dla oczekujących na wydanie statusu uchodźcy, które prowadzi Urząd do spraw Cudzoziemców. Liczba miejsc w ośrodkach wystarczy na początek tej operacji. Jedne osoby będą z tych ośrodków wychodzić, inne będą tam trafiać, to będzie rotacja - wyjaśnia wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk.

Do końca października ma powstać operacyjny plan Urzędu ds. Cudzoziemców. W tym dokumencie znajdzie się ocena, czy w Polsce potrzeba więcej ośrodków. Takie ośrodki otwiera się na podstawie prawa o zamówieniach publicznych i albo będą rozpisywane kolejne przetargi, albo nowe lokale będą wynajmowane z wolnej ręki - mówi Stachańczyk. Miejsca, które można przeznaczyć na kolejne ośrodki dla uchodźców to na przykład hotele robotnicze. 

To sprawdzona procedura. Mieliśmy znacznie więcej osób z Czeczenii i bywało, że wynajmowaliśmy ośrodki - dodaje wiceszef MSW i zapewnia, że resort prowadzi działania w tej sprawie nie tylko w kraju. W połowie listopada do Libanu wybierze się tak zwana "polska misja rozpoznawcza". Nasi przedstawiciele spotkają się z naszym ambasadorem, władzami Libanu, przedstawicielami Wysokiego Komisarza ONZ i organizacjami pozarządowymi, które tam pracują - potwierdza Stachańczyk.

(mal)