Coraz więcej krajów UE chce realizować holenderski pomysł na zatrzymanie milionów uchodźców poza unijnymi granicami. Chodzi o budowanie ogromnych, w miarę luksusowych obozów w takich krajach jak Jordania, Libia, Turcja czy nawet Serbia. Dopiero stamtąd już wyselekcjonowani "prawdziwi" uchodźcy trafialiby do Polski, Niemiec czy Portugalii. Pomysł ten zakłada jednak istnienie stałego mechanizmu rozdziału uchodźców między kraje UE. Polska takiemu mechanizmowi się sprzeciwia, a rząd twierdził nawet, że udało mu się taki automatyzm zatrzymać.

Uchodźcy w Austrii /ROLAND SCHLAGER /PAP/EPA

W obozach, które powstałyby poza Unią, ale za pieniądze unijnych podatników, zapewniono by uchodźcom humanitarne warunki. Telewizor, szkoła, dobra stołówka - mówi korespondentce RMF FM w Brukseli unijny dyplomata. Byliby bliżej swoich krajów pochodzenia, nie musieliby wydawać pieniędzy na przemytników, bo tutaj rozpatrywane byłyby także ich wnioski o azyl w Unii. Tutaj powstałyby także tzw. hot spoty, czyli unijne centra selekcji uchodźców, gdzie dzielono by uchodźców na "prawdziwych" i emigrantów ekonomicznych.

"Prawdziwi" kierowani byliby do Polski, Niemiec czy Portugalii, według systemu podziału na kwoty. W razie nielegalnego przekroczenia unijnej granicy dochodziłoby do natychmiastowej deportacji właśnie do tych obozów. Jest to pomysł Holandii, której rząd zgodził się na podział 120 tys. uchodźców tylko pod warunkiem, że plan ten zostanie zrealizowany.

Holender ma plan

Plan popiera i lansuje wiceszef Komisji Europejskiej Holender Frans Timmermans. Jest wiele zalet tego planu - przekonuje. Przede wszystkim skończy się biznes dla przemytników, bo uchodźcy nie będą musieli wydawać wszystkich swoich pieniędzy, żeby zapłacić za podróż przez morze. Ich podania o azyl będą rozpatrywane na miejscu - dodaje. Jego zdaniem, będzie to jedna z części nowej unijnej polityki azylowej. Holenderski polityk zaznacza, że pomysł ma poparcie wielu krajów UE i Komisji Europejskiej. Frans Timmermans jest tak zaangażowany w projekt, że nawet publicznie spierał się w tej sprawie z szefową unijnej dyplomacji Federicką Mogherini, która mówiła, że plan jest "nierealistyczny i nie fair".

Każdy unijny kraj musi się "dorzucić"

Polska - jak można wnioskować z wypowiedzi ministra ds. europejskich Rafała Trzaskowskiego - nie mówi "nie", chociaż dostrzega problemy prawne. O azylu w Polsce nie tylko decydowano by poza granicami naszego kraju, ale nawet poza granicami UE. Trzeba (...) wykazać się innowacyjnym myśleniem, jeżeli chodzi o to, w jaki sposób organizować takie obozy dla uchodźców w krajach trzecich - odpowiedział minister pytany przez dziennikarkę RMF FM o podstawy prawne dla tworzenia przez UE takich obozów i hot-spotów w krajach poza Unią. Trzaskowski przyznał, że istnieje problem polegający na tym, jak stosować prawo unijne w krajach trzecich.

Nie można tylko liczyć na unijny budżet, każdy będzie musiał finansować ten plan - dodaje w rozmowie z naszą korespondentką inny holenderski dyplomata. My na uchodźców w krajach poza Unią i na pomoc dla Jordanii oraz Libii wydamy w tym roku 200 mln euro - podkreśla.

W dokumencie holenderskiego rządu, w którym został opisany "holenderski plan", mówi się wprost o "kwotach" i "kluczu", według którego z obozów w krajach poza Unią rozdzielani będą uchodźcy. Dla Polski to oczywiście sprawa kontrowersyjna, bo sprzeciwiamy się tego typu rozwiązaniom. Plan zakłada stałą roczną kwotę uchodźców dla całej Unii Europejskiej, tak że każdy kraj UE przydziela u siebie miejsca uchodźcom według ustalonego wcześniej klucza. Konieczna jest w tej kwestii solidarność krajów UE, to projekt, który będzie realizowany przez najbliższe lata - wyjaśnia dyplomata.

Katarzyna Szymańska-Borginon