Prawie 11 godzin odpowiadał na pytanie śledczych z komisji hazardowej Ryszard Sobiesiak. Najpierw posłowie próbowali przesłuchiwać biznesmena w trybie jawnym. Jednak ten stale mówił "nie pamiętam", "nie wiem". Dopiero po wniosku przewodniczącego komisji Sobiesiak odpowiadał na pytania za zakmniętymi drzwiami. Wtedy stał się bardziej rozmowny.

Ryszard Sobiesiak, kończąc swoją swobodną wypowiedź przed hazardową komisją śledczą, zażądał utajnienia przesłuchania. - Jako obywatel Rzeczypospolitej mam gwarantowane prawo do ochrony mojego dobrego imienia. Prezentowane przeze mnie wypowiedzi nie mogą być przedmiotem manipulowania. Staję przed... czytaj więcej

Sobiesiak: nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie

Co było w słowach Sobiesiaka najbardziej uderzające - podsumowuje Tomasz Skory

Jarosław Urbaniak zdradza, co mówi Sobiesiek za zamkniętym posiedzeniu

Jarosław Urbaniak z komisji zdradza, co mówi Sobiesiak na zamkniętym posiedzeniu

Posłowie komisji hazardowej stosunkiem głosów 4 "za" do 3 "przeciw" zdecydowali, że przesłuchanie biznesmena Ryszarda Sobiesiaka będzie kontynuowane na posiedzeniu zamkniętym. Zdaniem posłów dopiero wtedy biznesmen przeszedł prawdziwą metamorfozę - zaczął odpowiadać na pytania i robił to barwnie. Fakt, iż posiedzenie było zamknięte dla mediów nie oznaczało, że jest ono tajne. Już wcześniej szef komisji, Mirosław Sekuła, tłumaczył, że protokół i stenogram z takiego posiedzenia są jawne. Dlatego od czasu do czasu do dziennikarzy wychodzili śledczy i relacjonowali wypowiedzi Sobiesiaka. Zdaniem posła Jarosława Urbaniaka biznesmen opowiadał o swoich interesach, o Casino Polonia, firmie Golden Play. Sobiesiak nie wyjaśniał jednak wielu konkretnych spraw, które pojawiają się w stenogramach z jego podsłuchów.

Pytałem m.in. o kwestię tego stenogramu, gdzie panowie rozmawiają o skompromitowaniu wiceministra Jacka Kapicy, on nie pamięta, według niego, to jest wyjęte z kontekstu - tłumaczył poseł Urbaniak. Według niego, biznesmen nic nie powiedział śledczym np. o znajomości z byłym szefem gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego Marcinem Rosołem. Urbaniak ocenił jednak, że zeznania Sobiesiaka generalnie pokrywały się dotychczas z tym, co mówili śledczym były szef klubu PO Zbigniew Chlebowski i były minister sportu Mirosław Drzewiecki.

Według posła Urbaniaka, nie pojawiły się też żadne inne kwestie, które rzucałyby nowe światło na aferę hazardową. Innego zdania był Zbigniew Wassermann z PiS-u. Uważał, że podczas przesłuchania Sobiesiaka tematem tabu były stenogramy z podsłuchów. Dodał, że kiedy pytania dotyczyły właśnie nich, Sobiesiak odpowiadał "nie wiem, nie pamiętam, nie rozumiem". Dużo mówi o piłce nożnej, trochę mówi o świecie hazardowym, ale w tych istotnych momentach jest powstrzymywany. Myślę, że pełnomocnik swoją rolę tutaj odgrywa. (...) Bardzo trudno jest otrzymać odpowiedź na konkretne pytanie osadzone w dokumencie, podparte nazwiskiem, datą. Wtedy jest ucieczka w niepamięć, w bok. Nie mamy precyzyjnych odpowiedzi - mówił poseł PiS.

Jeżeli chodzi o nowe fakty, to zaskakujące są zeznania biznesmena dotyczące jego spotkania z byłym ministrem sportu, do którego doszło już po wybuchu afery hazardowej na Florydzie. Podobno Drzewiecki wpadł na Sobiesiaka przypadkowo.

Wcześniej Ryszard Sobiesiak zmienił technikę "rozmów" z posłami z komisji śledczej ds. hazardu. Najpierw biznesmen uchylał się od odpowiedzi, później twierdził, że niczego nie pamięta. Śledczy zdecydowali, że przesłuchanie biznesmena pozostanie jawne. Ryszard Sobiesiak złożył wniosek o przesłuchanie go na posiedzeniu zamkniętym. Najpierw przewodniczący komisji Mirosław Sekuła poinformował, że podjął decyzję, aby Sobiesiak został przesłuchany przed komisją na posiedzeniu otwartym. Jednak po sprzeciwie pełnomocnika Sobiesiaka, Ryszarda Bedryja, Sekuła poddał wniosek pod głosowanie. Przeciwko zamknięciu posiedzenia zagłosowało 5 posłów komisji, a 2 wstrzymało się od głosu.

Po tym jak posłowie odrzucili wniosek Sobiesiaka, biznesmen odmówił odpowiedzi na pytania śledczych. Podkreślił, że jest gotowy rozmawiać z posłami, ale bez obecności dziennikarzy i kamer telewizyjnych. Później zmienił zdanie - prawdopodobnie jego pełnomocnik zapoznał go z treścią regulaminu. Za nieodpowiadanie na pytania śledczych grozi kara porządkowa do 10 tys. zł oraz 30 dni aresztu. Dlatego Sobiesiak odpowiadała na pytania, ale za każdym razem stwierdzał, że nie ma nic więcej do dodania ponad to, co powiedział w swobodnej wypowiedzi. Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie (...) Uchylam się od odpowiedzi. (...) Już na to pytanie odpowiedziałem. (...) Proszę o kolejne pytanie (...) Aby przyśpieszyć prace tej komisji, proponuję, aby zakończyć obrady, bo tak będę odpowiadał cały dzień. Wtedy posłowie zaczęli pytać o najbardziej kompromitujące fragmenty ze stenogramów. Gdy to nie przynosiło skutku, najpierw z zadawania pytań zrezygnował śledczy Stefaniuk. Później wniosek o przerwę i podjęcie decyzji w sprawie kontynuacji przesłuchania, ale w trybie tajnym zgłosił przewodniczący Mirosław Sekuła. Przeciwko wnioskowi zaprotestował wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz. Jak zaznaczył, pomimo tego, że Sobiesiak na pytania posłów odpowiada "nie wiem", są to jednak wypowiedzi.