Nie przyznają się do winy i wzajemnie obciążają się odpowiedzialnością. W sądzie okręgowym w Katowicach rozpoczął się proces rodziców 1,5-rocznego Szymona. Oskarżeni to 41-letnia Beata Ch. oraz jej konkubent, ojciec dziecka, 42-letni Jarosław R. Kolejna rozprawa 11 września.

Według matki Szymona pod koniec lutego 2010 roku jej partner zdenerwował się płaczem chłopca. Uciszał go trzymając dłonią za twarz, a potem wypchnął ją z pokoju. Potem matka zauważyła siniaki na ciele chłopca. Inaczej całe zajście opisuje Jarosław R. Mężczyzna twierdzi, że to jego partnerka biła Szymona po całym ciele. Na koniec miała nadepnąć na brzuch dziecka.

Szymon umierał trzy dni

Prokuratura ustaliła, że to Jarosław R. uderzył chłopca w brzuch. Wtedy doszło do pęknięcie jelita cienkiego. Chłopczyk umierał przez trzy dni. Jego stan pogarszał się: gorączkował, wymiotował, miał, biegunkę i nic nie jadł. Z powodu obrażeń i zakażenia organizmu doszło również do  zapalenia płuc. Para podała chłopcu wodny roztwór soli, co miało pomóc Szymonowi dojść do zdrowia. Zdaniem biegłych najprawdopodobniej pogorszyło to jednak stan Szymona.

Następnego dnia Jarosław R. miał znowu pobić dziecko. Według Beaty Ch. ponownie zadał Szymonowi silny cios pięścią w brzuch, rozciął mu też wargę. Po kilku godzinach dziecko zmarło.

Rodzice zamordowanego Szymona zasiedli na ławie oskarżonych

W sądzie okręgowym w Katowicach rozpoczął się proces rodziców oskarżonych o zabójstwo niespełna dwuletniego Szymona z Będzina. Ciało chłopca wyłowiono ze stawu w Cieszynie w marcu 2010 roku. Pojawił się wniosek o wyłączenie jawności sprawy. czytaj więcej

Zdaniem prokuratury rodzice świadomie zgodzili się na śmierć chłopca nie udzielając mu pomocy. Najbliższy szpital znajdował się zaledwie 420 metrów od miejsca, gdzie mieszkali. Próbowali co prawda reanimować Szymona, ale na pomoc było za późno. Tego samego dnia, kiedy chłopiec umarł zawieźli jego ciało samochodem do Cieszyna i tam wrzucili do stawu. Do auta zabrali pozostałą dwójkę dzieci. Jedna z dziewczynek nie miała wtedy jeszcze roku, druga miała cztery lata.

Działali bez emocji, precyzyjnie

Po tym jak porzucili dziecko, para razem z dwójką dzieci wyjechała na kilka dni w inne miejsce. Dzieciom mówili, że Szymon jest u dziadka. Kiedy zaczęły napływać wezwania do szczepienia chłopca, przenieśli jego dokumentację do innej przychodni. Potem Beata Ch. przyprowadziła na szczepienie swojego wnuka. Rodzice Szymona zostali zbadani przez biegłych. Są w pełni poczytalni.

Kilka lat poszukiwań

Prowadzone po znalezieniu ciała śledztwo w sprawie śmierci chłopca najpierw zostało umorzone w kwietniu 2012 r. z powodu niewykrycia sprawców. Dwa miesiące później do ośrodka pomocy społecznej w Będzinie napłynęło anonimowe zgłoszenie. Jego autor twierdził, że w rodzinie Beaty Ch. i Jarosława R. od dawna nie widziano najmłodszego z trójki dzieci. Na pytania o nieobecność chłopca rodzice mieli odpowiadać, że choruje i jest w szpitalu.

Policjanci ustalili, że nikt w tym wieku nie był hospitalizowany. Znaleźli natomiast jego zdjęcia. Podobieństwo z dzieckiem, którego ciało zostało znalezione w Cieszynie, było uderzające. Krótko potem para została zatrzymana. Podczas śledztwa prokuratorzy przesłuchali 196 osób. Kolejna rozprawa 11 września.