​Prezydent Donald Trump powiedział dziennikarzom w czwartek, że żołnierze Gwardii Narodowej, których zgodnie z podpisaną przez niego w środę decyzją oddelegowano na granicę z Meksykiem dla wzmocnienia Straży Granicznej, pozostaną tam, dopóki nie powstanie mur. Prezydent USA oświadczył też, że życzyłby sobie, aby dyslokacja Gwardii Narodowej na granicy z Meksykiem objęła od 2 tys. do 4 tys. żołnierzy. Dodał, że zwrócił się o dokładne wyliczenie kosztów ich stacjonowania.

Granica amerykańsko-meksykańska w pobliżu Tijuany /MIKE NELSON /PAP/EPA

W środę Biały Dom poinformował o konsultacjach z gubernatorami stanów graniczących z Meksykiem ws. ewentualnego wzmocnienia ich bezpieczeństwa granicznego. Następnie podano, że decyzję prezydenta Trumpa o wzmocnieniu oddziałami Gwardii Narodowej bezpieczeństwa południowej granicy poparli republikańscy gubernatorzy trzech przygranicznych stanów: Teksasu, Nowego Meksyku i Arizony.

Prezydent uzasadnił swoją decyzję o wzmocnieniu Straży Granicznej zasobami personalnymi Gwardii Narodowej koniecznością powstrzymania nielegalnej imigracji.

Zgoda gubernatorów była konieczna. Prezydent USA nie może w okresie pokoju samodzielnie mobilizować oddziałów Gwardii Narodowej, ponieważ podlegają one gubernatorom stanów.

Bezprawie panujące na naszej południowej granicy jest zasadniczym zaprzeczeniem bezpieczeństwa, spokoju i suwerenności społeczeństwa amerykańskiego - napisał prezydent w notatce służbowej dot. planowanej dyslokacji. Nie mieliśmy innego wyjścia.

Decyzja Trumpa spotkała się z ostrą krytyką meksykańskiego prezydenta Enrique Peny Nieto, który zaapelował do amerykańskiego prezydenta, żeby przestał wciągać Meksyk w wir amerykańskiej polityki wewnętrznej.

Jeśli Pańskie ostatnie deklaracje biorą się z frustracji wynikającej z polityki wewnętrznej, kłopotów z kongresmenami i stawionym przez nich prawem, to niech Pan się skoncentruje na tym właśnie, a nie na Meksykanach - powiedział meksykański prezydent w orędziu, które ma być wyemitowane w piątek.

Zdaniem amerykańskich komentatorów decyzja Trumpa o skierowaniu Gwardii Narodowej na granicę z Meksykiem zmierza do zwiększenia presji wywieranej na amerykańskich deputowanych, szczególnie tych z opozycyjnej Partii Demokratycznej, aby przyznali dodatkowe fundusze na realizację sztandarowej obietnicy prezydenta Trumpa, jaką jest budowa muru na granicy z Meksykiem.

Kongres w ramach przyjętej w ub. miesiącu ustawy o wydatkach rządu federalnego w bieżącym roku fiskalnym przyznał na "wzmocnienie bezpieczeństwa" na granicy USA z Meksykiem 1,5 mld USD zamiast 25 mld USD, czego domagała się administracja Trumpa.

Trump przypominał, że w przeszłości zarówno republikański prezydent George W. Bush jak i demokrata prezydent Barack Obama skierowali na granicę z Meksykiem żołnierzy Gwardii Narodowej.

W obu przypadkach żołnierze Gwardii Narodowej nie mogli być skierowani do typowo policyjnych zadań jak np. zatrzymywania i deportowania nielegalnych imigrantów, ale mogli występować w roli wspomagającej funkcjonariuszy Straży Granicznej (Border Patrol) - odbywali szkolenia, pomagali w naprawach oraz obsługiwali stanowiska kamer i czujników na granicy.

Także tym razem Gwardia Narodowa będzie spełniała rolę pomocniczą.

(ph)