Radni miasta Eskilstuna w Szwecji uchwalili w czwartek wprowadzenie "licencji" na zbieranie jałmużny. Chcą w ten sposób ustalić, jak wiele osób w obrębie miasta zarabia na życie żebrząc. Roczna "licencja" ma kosztować 150 koron szwedzkich, czyli ok. 60 zł. Teraz szwedzki rząd musi zdecydować, czy nowe przepisy są zgodne z konstytucją.

zdjęcie ilustracyjne / Darek Delmanowicz /PAP

Eskilstuna to niespełna 70-tysieczne miasto położone ok. 100 km od Sztokholmu, stolicy Szwecji. Przedstawiciele socjaldemokratów, konserwatystów i skrajnej prawicy w Radzie Miejskiej Eskilstuny, którzy głosowali za wprowadzeniem tego rodzaju płatnych pozwoleń, uzasadnili swą decyzję faktem, że "takie przepisy obowiązują w niektórych strefach geograficznych".

Jesteśmy cywilizowanym społeczeństwem, królestwem ładu, ze swymi instytucjami - uzasadniał wprowadzenie płatnych pozwoleń na zbieranie jałmużny socjaldemokrata, radny Jimmy Jansson. Zastrzegł przy tym, że władze miasta nie chcą uniemożliwiać zbierania jałmużny, lecz pomóc stowarzyszeniom dobroczynnym w nawiązaniu kontaktu z osobami utrzymującymi się z żebrania, "aby im pomóc w powrocie do krajów, z których pochodzą". To głównie Romowie z Rumunii i Bułgarii - informuje agencja AFP.

Szwedzki premier, socjaldemokrata Stefan Löfven uznał inicjatywę radnych z Eskilstuny za "interesującą", a jednocześnie odrzucił propozycję konserwatystów i skrajnej prawicy dotyczącą wprowadzenia zakazu żebrania w całym kraju.

Przeciwko opłacie głosowali przedstawiciele ruchów ekologicznych, Partia Lewicy, liberałowie i chrześcijańscy demokraci.

Roczna "licencja" na żebranie ma kosztować 150 koron, czyli ponad 60 złotych. Jeśli rząd uzna ją za zgodną ze szwedzką konstytucją - zacznie obowiązywać od października.

(ak)