Rosjanie kontynuowali w niedzielę naloty w południowo-zachodniej Syrii, a syryjska armia odnotowała tam znaczne postępy w swej ofensywie przeciwko rebeliantom. Tymczasem USA przekazały rebeliantom, że nie mogą liczyć na ich pomoc.

Syria, zdjęcie ilustracyjne /YOUSSEF BADAWI /PAP/EPA

USA ostrzegły rebeliantów w południowo-zachodniej Syrii, żeby nie liczyli na amerykańską pomoc w związku z najnowszą ofensywą syryjskiej armii (SAA) w muhafazie Dara. Taką informację podała w niedzielę agencja Reutera, powołując się na otrzymaną od rebeliantów kopię wiadomości, jaką USA miało im przesłać.

Nie powinniście opierać swoich decyzji na założeniu, że dokonamy interwencji wojskowej - takie słowa zdaniem Reutera miały znaleźć się w liście USA do rebeliantów. Reuters przypomina, że wcześniej USA ostrzegały prezydenta Syrii Baszara al-Asada przed pogwałceniem "strefy deeskalacji" w południowo-zachodniej Syrii. USA zapowiadały wówczas "poważne reperkusje" i zastosowanie "zdecydowanych i odpowiednich środków".

W lipcu 2017 r. Stany Zjednoczone, Rosja i Jordania porozumiały się w sprawie wyznaczenia strefy ograniczonych działań wojennych na południu Syrii, gdzie znaczne terytoria pozostawały i wciąż pozostają pod kontrolą rebeliantów. Zawieszenie broni miało ograniczyć możliwość dalszej eskalacji działań zbrojnych na tym obszarze.

Tymczasem rosyjskie lotnictwo kontynuowało w niedzielę rozpoczęte w sobotę wieczorem naloty w muhafazie Dara. Stanowią one wsparcie dla rozpoczętej 18 czerwca ofensywy SAA. Jej celem jest przywrócenie pełnej kontroli nad terenami graniczącymi z Jordanią oraz Wzgórzami Golan, które obecnie znajdują się pod kontrolą rebeliantów, al-Kaidy i Państwa Islamskiego. 

Rosyjskie naloty na południu Syrii - mimo zawieszenia broni

Rosyjskie myśliwce przeprowadziły w sobotę serię nalotów bombowych na pozycje rebeliantów w południowo-zachodniej Syrii - poinformowało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. W ocenie tej organizacji Rosjanie uderzyli w prowincji Dara co najmniej 25 razy. Wzmożoną aktywność rosyjską w powietrzu... czytaj więcej

Fakt uczestnictwa Rosjan w operacji w południowo-zachodniej Syrii potwierdził zbliżony do Asada portal Al Masdar, który podał, że naloty przeprowadzane są w północno-wschodniej części muhafazy Dara i stanowią wsparcie dla ataku SAA na główne miasto w tym rejonie tj. Basr al-Harir. Jego zdobycie spowoduje odcięcie dużego obszaru północno-wschodniej części muhafazy Dara od reszty terenów kontrolowanych przez rebeliantów.


SAA zdobyła w niedzielę osiem miejscowości w muhafazie Dara i kontynuuje natarcie. W operacjach lądowych uczestniczą m.in. doborowe oddziały Sił Tygrysa pod dowództwem gen. Suheila al-Hassana.

Tymczasem Izrael bezskutecznie usiłował w niedzielę zestrzelić syryjskiego drona, który zbliżał się do granicy izraelskiej w kontrolowanej przez rebeliantów muhafazie Kunejtra, graniczącej z okupowanymi przez Izrael Wzgórzami Golan oraz prowincją Dara.

Izrael wystrzelił pocisk typu Patriot w kierunku drona, ale chybił, a syryjski bezzałogowy statek powietrzny zawrócił. Syryjskie dowództwo poinformowało, że dron uczestniczył w trwającej ofensywie przeciwko rebeliantom.

Plany odbicia przez SAA terenów kontrolowanych przez rebeliantów w południowo-zachodniej Syrii wywoływały dotychczas opór ze strony Izraela, który obawia się obecności sił irańskich przy swojej granicy. Według niektórych doniesień Rosja negocjowała jednak z Izraelem zgodę na ofensywę w tym rejonie pod warunkiem, że nie będą w niej uczestniczyć Irańczycy.

Również deklaracja USA o tym, że nie planuje interwencji w południowo-zachodniej Syrii może być elementem porozumienia amerykańsko-rosyjskiego wymierzonego w Iran. Wskazywać może na to wstrzemięźliwość Rosji po bombardowaniu, które miało miejsce 17 czerwca w rejonie Abu Kamal w południowo-wschodniej Syrii, przy granicy z Irakiem. Zginęło w nim 52 bojowników, w tym członkowie szyickich milicji z Iraku, które o jego przeprowadzenie oskarżyły USA. Inne doniesienia mówią jednak że dokonał go Izrael.

Ponad 40 ważnych członków ISIS zginęło w nalocie w Syrii

Około 45 przedstawicieli dowództwa Państwa Islamskiego zginęło w ataku irackiego lotnictwa na wschodzie Syrii - poinformowało wojsko Iraku. Wśród zabitych znalazł się m.in. "wiceminister wojny" tej dżihadystycznej organizacji. czytaj więcej

W ataku tym zginął prawdopodobnie również irański generał Sachruch Daipur, który doradzał syryjskim siłom prorządowym w Abu Kamal. O jego śmierci poinformowała w niedzielę irańska agencja Sepah News, nie podając jednak szczegółów.

Zarówno Izrael jak i USA nie chcą dopuścić do powstania szlaku logistycznego łączącego Iran z Libanem i Morzem Śródziemnym. Odbicie przez SAA Dary i Kunejtry byłoby krokiem w tym kierunku. Jednak ataki na pozycje irańskie przy granicy z Irakiem oraz niedopuszczenie Irańczyków do operacji w południowo-zachodniej Syrii przeciwdziałają tym strategicznym planom Iranu.

(ak)