"Dziecku jest łatwiej znieść, tę sytuację" – uważa psycholog dr Ireneusz Siudem. "Kluczową rolę odgrywa tu percepcja dziecka. Czynniki, które potęgują ten dramatyzm, podwajają zagrożenie – na przykład fakt, że ci chłopcy nigdy nie nurkowali, że większość z nich nie umie nawet pływać, że są w miejscu, gdzie nie ma światła słonecznego, kończy im się tlen – tego typu czynniki działają na nas w sposób wywołujący panikę bezradność, czy wręcz jakąś rozpacz. Jednak ten sposób rozumowania prawdopodobnie nie dostał się do środka. Mam wrażenie, że ten trener właśnie w ten sposób próbował ich psychicznie nastawiać, żeby oddzielić ich od jakichkolwiek takich zewnętrznych wpływów, które mogłyby być destrukcyjne".

Rodzina zaginionego czekająca na miejscu akcji /PONGMANAT TASIRI /PAP/EPA

Uratowani dotychczas chłopcy z drużyny piłkarskiej, którzy przez ponad dwa tygodnie byli uwięzieni w zalanej jaskini Tham Luang Nang Non na północy Tajlandii, czują się dobrze; przez tydzień zostaną w szpitalu - podało tamtejsze ministerstwo zdrowia. Z kolei główny inspektor w ministerstwie Thongchai Lertwilairatanapong podał do wiadomości, że wstępne badania krwi chłopców wykazały, że "wszyscy mają oznaki infekcji". Dodał, że grupa zostanie w szpitalu na obserwacji jeszcze około tygodnia. Dwóch chłopców może mieć zapalenie płuc, jednak już dostają antybiotyki.  

Skutki psychiczne tego wydarzenia dopiero przed nimi

To wydarzenie dla uratowanych wcale się nie kończy - komentuje psycholog, dr Ireneusz Siudem w rozmowie z naszym reporterem Krzysztofem Kotem. Być może część z tych chłopców funkcjonuje na takim dużym poziomie adrenaliny, która się wydzieliła. Taki stan ogranicza możliwość wyciągania pewnych wniosków, czy myślenia refleksyjnego. Można się spodziewać, że w momencie, kiedy minie ten szok, kiedy się w pewnym stopniu uspokoją, różnie się może dziać. Może dojść do takiego trochę załamania, związanego z tym, że to już koniec. Może wtedy ujawnić się takie silne zmęczenie. Bo ta adrenalina w pewien sposób minie, przestanie działać , sytuacja stanie się bezpieczna i wtedy często ludzie popadają w taki smutek, depresje. Odreagowuje się to płaczem, agresją czy czymś innym. Wszyscy, którzy czekają na tych chłopców, muszą sobie zdawać sprawę, że to mogą być takie różne reakcje, na które trzeba być przygotowanym - dodaje.

Każdy zareaguje inaczej

W jaskini uwięzieni zostali chłopcy w wieku od 11 do 16 lat, czyli w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach. Każdy z nich inaczej będzie jednak odbierał tę sytuację. To będzie zależało od indywidualnej odporności psychicznej każdego z nich. Nie można uogólnić, że oni wszyscy jakoś źle to zniosą, albo że wszyscy zniosą bardzo dobrze. Niektórzy dopiero po wyjściu, zdadzą sobie sprawę, że ich życie wisiało na włosku. Ciężar tej wiedzy, może przytłoczyć. Niezbędna jest pomoc osoby bliskiej. To może być psycholog, to może być specjalista, ale również bardzo istotne, żeby ci ludzie byli po prostu z rodzicami. Żeby otrzymali wsparcie od tych osób, które najbardziej kochają mówi Siudem.

Mundial lekarstwem na traumę

Akcją ratowniczą w jaskini żyje cały świat. Uczestniczy w niej 90 nurków, w tym 50 zagranicznych. Na powierzchni działania są obserwowane i relacjonowane przez dziennikarzy z całego świata. Z bardzo wielu rzeczy te dzieci nie zdają sobie sprawy. Z tego, że w ogóle ta sytuacja, w której się znaleźli, jest sytuacją medialną. Że tak dużo osób o tym mówi. Oni w takich sytuacjach nie byli.To jest bardzo istotne, by nikt po takiej traumie nie został sam - mówi psycholog. 

Chłopcy dostali zaproszenia na finał mundialu w Rosji. Nasz ekspert uważa, że powinni z tego zaproszenia skorzystać. Także dlatego, że są sportowcami i to prawdopodobnie jest dla nich jakiś cel w życiu. Finał mundialu może być jakiegoś rodzaju nagrodą, choć nagrodą jest już sam fakt przeżycia tej trudnej sytuacji. Ale dla młodych ludzi taka zewnętrzna nagroda, to że ktoś im coś tam zaoferuje, często ma o wiele większe znaczenie, niż to, co się wewnętrznie przeżywa. Jest to może, nie tyle najważniejszy punkt terapii, co jakiś czynnik , który przyczyni się do tego, że oni się skoncentrują trochę na czymś innym - dodaje dr Ireneusz Siudem.

Zaginionych w jaskini odnaleziono żywych 2 lipca, po dziewięciu dniach poszukiwań. W niedzielę udało się z jaskini uratować czterech chłopców, a w poniedziałek - kolejnych czterech.

W dniu, w którym chłopcy wraz z trenerem weszli do jaskini, jeden z nich obchodził 17. urodziny. Przekąski, które chłopcy przynieśli ze sobą, aby świętować, prawdopodobnie pomogły im przeżyć. 25-letni asystent trenera Ekapol Chantawong, gdy grupa została odnaleziona, był najsłabszy, ponieważ najprawdopodobniej nie jadł, oddając pożywienie chłopcom.

(mch)