​Prezydent Regionu Kurdystanu Masud Barzani wydał wieczorem oświadczenie, w którym obciążył politycznych rywali winą za wycofanie się sił kurdyjskich z Kirkuku. Była to jego pierwsza reakcja po wybuchu starć kurdyjsko-irackich.

Masud Barzani /GAILAN HAJI /PAP/EPA

Barzani stwierdził w opublikowanym na swojej stronie internetowej oświadczeniu, że za wycofanie się Peszmergi z Kirkuku odpowiadają, "niektórzy ludzie z pewnej". Nie wymienił żadnego nazwiska ani nazwy partii. Obserwatorzy nie mają jednak wątpliwości, że chodzi o rodzinę niedawno zmarłego założyciela Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK) Dżalala Talabaniego, który był również prezydentem Iraku. Wcześniej niektórzy członkowie rodziny Talabaniego obarczyli Barzaniego winą za poniedziałkowe wydarzenia i wezwali do rezygnacji.

W swoim oświadczeniu Barzani przypomniał również historię prześladowań Kurdów i wezwał ich do jedności, a media do "odpowiedzialnej pracy". Od dwóch dni toczy się wojna informacyjna między kurdyjskimi mediami związanymi z PUK oraz z Partią Demokratyczną Kurdystanu (PDK), na której czele stoi Barzani.

Kończąc swoje oświadczenie Barzani stwierdził, że ani ofiara tych, którzy zginęli w poniedziałkowych starciach z armią iracką, ani tych, którzy głosowali za niepodległością irackiego Kurdystanu w referendum 25 września "nie pójdzie na marne". Nie powiedział natomiast, jak wyobraża sobie przyszłość relacji między irackim Regionem Kurdystanu a rządem federalnym Iraku. W oświadczeniu zabrakło też informacji, czy w Regionie Kurdystanu odbędą się zaplanowane na 1 listopada wybory parlamentarne i prezydenckie.

Wcześniej z orędziem telewizyjnym wystąpił kurdyjski prezydent Iraku Fuad Masum, który jest członkiem PUK. Powiedział, że iracka interwencja wojskowa, której efektem była utrata Kirkuku i innych tzw. terenów spornych przez Kurdów, była konsekwencją referendum niepodległościowego, zorganizowanego 25 września. Dodał też, że choć były podejmowane poważne wysiłki, by uniknąć kryzysu, to jednak do kryzysu doszło, gdyż Masud Barzani podjął jednostronną decyzję o zorganizowaniu referendum.

We wtorek oświadczenie wydał również premier Iraku Hajdar Dżawad al-Abadi. Uznał, że referendum niepodległościowe należy już do przeszłości, i wezwał do dialogu w oparciu o konstytucję iracką.

(az)