Porażka Polski przy naborze na stanowiska dyplomatyczne w delegaturach Unii Europejskiej. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Grzegorz Kwolek, żadnego ze stanowisk we właśnie rozstrzygniętym konkursie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych na "non-management posts" nie obsadzi dyplomata z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Flagi Polski i Unii Europejskiej przed Sejmem /Bartłomiej Zborowski /PAP

Wśród zwycięzców konkursu są kandydaci krajów takich jak Rumunia, Estonia czy Łotwa. I tak na przykład dyplomata z Rygi zajmie stanowisko do spraw politycznych na placówce w Pekinie, a kandydaci z Tallinna polecą na podobne stanowiska do Mińska i Waszyngtonu.

Rozmówcy RMF FM, dobrze znający unijne struktury, mówią, że wyniki konkursu pokazują realną siłę krajów we wspólnotowej dyplomacji. Polska - jak dowiedział się nieoficjalnie Grzegorz Kwolek - wystawiła wielu dobrych kandydatów, ale zabrakło odpowiedniego lobbingu i wsparcia.

Obsadzenie stanowisk we właśnie rozstrzygniętym konkursie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych mogłoby być dla naszego kraju bardzo korzystne. Taki dyplomata, oprócz pracy na rzecz Wspólnoty, współpracuje jednocześnie z naszym MSZ-etem. Może zbierać informacje z kraju, w którym pracuje, i wysyłać materiały do Polski.

W poprzednich latach nasi kandydaci wygrywali konkursy. Według raportu z 2016 roku, w delegaturach unijnej dyplomacji pracuje sześciu Polaków. To i tak zdecydowanie poniżej średniej.


(e)