Po ponad czterech godzinach skończyło się w Jerozolimie spotkanie zespołów ds. dialogu prawno-historycznego Polski i Izraela. Były to pierwsze spotkania zespołów powołanych z inicjatywy premierów Mateusza Morawieckiego i Beniamina Netanjahu.

Strona izraelska o samym spotkaniu mówi z dystansem i nie chce go komentować. W tym momencie nie mamy nic do powiedzenia o samej dyskusji - mówił reporterowi RMF FM Patrykowi Michalskiemu rzecznik izraelskiego MSZ Emmanuel Nahshon.

Przyznaje także, że nie zapadła jeszcze decyzja, czy będą kolejne spotkania zespołów ds. dialogu historycznego Polski i Izraela. Nie jestem powiadomiony o tym, że inne spotkanie jest zaplanowane. Ale dajmy sobie trochę czasu i zobaczymy, jak możemy zrobić postępy - mówił Nahshon w rozmowie z RMF FM.

Po spotkaniu resort dyplomacji Izraela wydał komunikat, w którym poinformował, że strona izraelska wyraziła swe zastrzeżenia wobec polskiej ustawy o IPN.

Wyraziliśmy zastrzeżenia (...) kładąc nacisk na paragraf w tekście (ustawy), który utrudnia poszukiwanie prawdy, oraz na otwartą debatę historyczną - poinformowało izraelskie ministerstwo. Dialog ze stroną polską nazwało "pogłębionym i otwartym".

AFP podaje, że dyrektor generalny izraelskiego MSZ Juwal Rotem, który uczestniczył w spotkaniu, poinformował polską delegację o swym "zaniepokojeniu przejawami antysemityzmu (w Polsce)" i podkreślił, że "polski rząd (...) nie może okazywać jakiejkolwiek tolerancji" dla tego zjawiska.

Według komunikatu izraelskiego ministerstwa strony wydadzą wspólny komunikat dotyczący dialogu i ewentualnych ustaleń.

Wildstein: Perspektywa Izraela i Polski jest odrębna

Perspektywa Izraela i Polski jest odrębna. Pytali nas na przykład, dlaczego akurat teraz ta ustawa. Mówiliśmy, że - oni sobie z tego nie zdają sprawy, ale jednak - obserwujemy, że wraz z czasem oskarżenia Polski o uczestnictwo w Holokauście narastają, natomiast narodowość nazistów się gdzieś rozpływa - powiedział polskim dziennikarzom po spotkaniu Bronisław Wildstein, członek polskiego zespołu.

Oni się obawiali konsekwencji, jakie ich zdaniem nowelizacja ustawy o IPN może przynieść, że ludzie będą się bać prowadzić badania naukowe, co jest oczywiście obawą zdecydowanie na wyrost - powiedział Wildstein.

Jak mówił, dyskusja dotyczyła także precyzyjnych aspektów prawnych. Ich wiedza na temat tej ustawy nie była taka dokładna. Oni ją przeczytali, ale chyba nie przeanalizowali, natomiast mieli różnych podpowiadaczy, którzy podpowiadali jak najgorsze interpretacje - powiedział.

Pytany, czy jego zdaniem strona izraelska została poprzez czwartkowe spotkanie uspokojona co do konsekwencji wejścia w życie noweli ustawy o IPN, odparł, że jest za wcześnie, by o tym mówić.

Natomiast rozpoczęliśmy dialog, a to zawsze służy uspokojeniu. Porozumiewamy się. Wszyscy czekamy bardzo na decyzję Trybunału Konstytucyjnego, ale to jest niezależny trybunał, to musi potrwać - zaznaczył. Według niego ze względu na tryb pracy Trybunału wcześniej niż za półtora czy dwa miesiące nie można liczyć na orzeczenie w tej kwestii.

Wildstein zaznaczył, że czwartkowe spotkanie na pewno nie będzie ostatnim. Ale w tej chwili to już jest pierwszy krok, dość istotny krok - dodał.

Poinformował również, że pojawił się postulat, aby na podstawie prac zespołów "narodziły się pewne ramowe instytucje, które umożliwiłyby m.in. kontakty historyków ze sobą". Jak mówił, to jest postulat polskiej strony, ale strona izraelska "go doskonale rozumie".

Obecnie mieszkańcy Izraela nie za dobrze wiedzą, co naprawdę działo się w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. Rozmawialiśmy o tym, że powinna powstać jakaś ramowa instytucja, która działałaby na rzecz zbliżenia naszych perspektyw - zaznaczył Wildstein.

Jak mówił, chodzi zarówno o wspólne prace historyków, jak i o projekty edukacyjne skierowane do młodych ludzi z Polski i z Izraela, które pozwoliłyby pokonywać stereotypy i czasami krzywdzące wyobrażenia.

Dopytywany zaznaczył, że w trakcie spotkania została poruszona także kwestia antysemityzmu, ale też antypolonizmu. Tutaj obie strony się zgodziły, że konflikt (wokół nowelizacji ustawy o IPN - PAP) wyzwolił niestety bardzo negatywne zjawiska - w Polsce, nie oszukujmy się, antysemityzmu, a tutaj antypolonizmu - powiedział członek polskiego zespołu.

"Szczery dialog"

Przed spotkaniem odbył się briefing prasowy szefów zespołów - po stronie polskiej wiceministra spraw zagranicznych Bartosza Cichockiego, a po stronie izraelskiej dyrektora generalnego MSZ Juwala Rotema.

Na wstępie spotkania Cichocki podkreślił, że obie strony rozpoczynają dialog prawno-historyczny, który będzie napędzany wspólnym pragnieniem bronienia prawdy, wolności badań naukowych, wolności działalności artystycznej i debaty publicznej. Jak dodał, Polska jest gotowa połączyć wysiłki ze stroną izraelską, aby walczyć z wszelkimi przejawami antysemityzmu czy stereotypów narodowościowych oraz promować prawdę o Holokauście.

Z kolei Rotem powiedział, że omówione zostaną "obawy" strony izraelskiej odnośnie do "zaobserwowanego w ostatnim czasie wzrostu liczby zachowań antysemickich". Zaznaczył, że Izrael uznaje "fakt, że władze Polski wystąpiły przeciwko tym zjawiskom". Spodziewam się otwartego, przyjaznego, szczerego dialogu między Izraelem a Polską; takiego, jaki powinien nastąpić między przyjaciółmi i sojusznikami - zaznaczył Rotem.

Zespoły powstały zgodnie z ustaleniami, jakie zapadły w rozmowie szefa polskiego rządu z premierem Izraela, do której doszło w związku z sytuacją powstałą wokół nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Nowelizacja zakłada m.in., że każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni". Nowela wywołała krytykę m.in. ze strony Izraela i USA.

Prezydent Andrzej Duda podpisał znowelizowaną ustawę 6 lutego, a następnie w trybie kontroli następczej skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent chce, by Trybunał zbadał, czy przepisy ustawy nie ograniczają w sposób nieuprawniony wolności słowa, oraz przeanalizował kwestię tzw. określoności przepisów prawa.

(az)