​Coraz więcej znanych nazwisk otwarcie mówi o molestowaniu seksualnym w show-biznesie. Przyłączył się do nich słynny brytyjski piosenkarz Tom Jones. I zaskoczył swoją otwartością media.

Brytyjski piosenkarz Tom Jones. /HUGO MARIE /PAP/EPA

Tom Jones porównał skandal, jaki ogarnia świat Hollywood do odkorkowanej butelki - jeśli ktoś postąpił niewłaściwie, jego zdaniem prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw.

Zapytany przez dziennikarza BBC o to, czy kiedykolwiek znalazł się w niezręcznej sytuacji, odparł: "Tak, na początku mojej kariery otrzymałem jedną taką nieprzyzwoitą propozycję. To, co przytrafia się kobietom, przytrafia się również mężczyznom, choć nieporównywalnie rzadziej" - przyznał.

Według BBC, do incydentu tego miało dojść w latach 60. ubiegłego stulecia. Chodziło o propozycje innego mężczyzny, którą Jones zignorował, ale o niej nie zapomniał. Jak podkreślił w wywiadzie, takie przypadki zazwyczaj wychodzą na jaw z opóźnieniem.

Jeśli zrobiłeś coś złego, musisz za to zapłacić lub udowodnić, że jesteś niewinny - powiedział brytyjski piosenkarz, w nawiązaniu do skandalu związanego z amerykańskim producentem filmowym Harveyem Weinsteinem.

Jak podkreślił Jones, w przemyśle muzycznym też dochodzi do przypadków, gdy ludzie stawiani są w sytuacjach dwuznacznych. Słyszałem skargi na osoby odpowiedzialne za promocję albo podpisywanie kontraktów. Zawsze tak bywało, że ludzie którzy mieli w tym biznesie dużo do powiedzenia, czasami używali swej pozycji w niewłaściwy sposób - tłumaczył piosenkarz.


(ł)