Emmanuel Macron po raz kolejny wytknął palcem Polskę. Prezydent Francji zasugerował, że nasz kraj – obok Wielkiej Brytanii – uniemożliwiał reformy Unii Europejskiej. Stwierdził, że w związku z tym stworzenie Europy różnych prędkości jest koniecznością.

Emmanuel Macron wita się z Angelą Merkel /YOAN VALAT /PAP/EPA

Wielu obserwatorów zauważa, ze oskarżenia Macrona pod adresem Polski są podpierane dosyć dziwnymi argumentami. Francuski prezydent zasugerował, że kraje strefy euro bały się organizować narady, by nie zirytować Wielkiej Brytanii i Polski. Wielu obserwatorów podkreśla, że nie jest to zgodne z prawdą.

Przez lata brakowało nam śmiałości, by cokolwiek zaproponować. Brakowało nam nawet śmiałości, by organizować narady strefy euro, by te czy inne kraje nie chciały wywołać niezadowolenia Wielkiej Brytanii czy Polski - oświadczył Macron.

Francuski prezydent zapowiedział, że w najbliższych tygodniach zaproponuje reformę Unii Europejskiej w dziesięciu dziedzinach - m.in. w sferze przyjmowania uchodźców i "harmonizacji socjalno-podatkowej". Zapewnił, że chce, by odbywały się na ten temat demokratyczne debaty. Wielu obserwatorów ironizuje jednak, że Macrona interesują tylko debaty z przywódcami, którzy się z nim zgadzają.

(mn)