Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji zapowiedziało, że Moskwa nie pozostawi bez reakcji ewentualnego demontażu radzieckich pomników w Polsce. Jednocześnie wyraziło nadzieję, że polskie władze odstąpią od tych zamierzeń.

Pieniężno (woj. warmińsko-mazurskie), 05.03.2016. Częściowo zdemontowany pomnik generała Armii Czerwonej Iwana Czerniachowskiego, /PAP/Tomasz Waszczuk /PAP

Wyrażamy nadzieję, że polskie władze nie ulegną ekstremistycznie nastawionym politykom i nie będą prowadzić działań, które rzeczywiście graniczą z barbarzyństwem - oświadczyła rzeczniczka MSZ Federacji Rosyjskiej Maria Zacharowa na konferencji prasowej w Moskwie. Oznajmiła też, że Rosja "żąda zachowania prawdziwej historii i jej symboli". Warszawa powinna rozumieć, że praktyczna realizacja planów zakrojonego na dużą skalę burzenia pomników Armii Czerwonej nie będzie pozostawiona bez reakcji - podkreśliła, dodając, że "odpowiedzialność za nieuchronne konsekwencje dla stosunków dwustronnych spadnie całkowicie na stronę polską".

Wcześniej rosyjska agencja TASS przekazała, że polski Instytut Pamięci Narodowej przygotował projekt usunięcia ponad 500 pomników wdzięczności Armii Czerwonej, wzniesionych w Polsce po II wojnie światowej. Minister kultury FR Władimir Miedinski oświadczył w czwartek, że jego kraj nie poczyni żadnych "symetrycznych kroków" wobec polskich pomników w Rosji, w odpowiedzi na ewentualny demontaż radzieckich pomników w Polsce.

Szef resortu kultury Rosji określił ten projekt jako "oburzający" oraz "obraźliwy" tak dla Rosjan, jak i samych Polaków. Oburzający? Tak, oczywiście. Obraźliwy dla nas, dla naszej pamięci historycznej? Tak. Ale przede wszystkim jest to obraźliwe dla samych Polaków. Wszak chodzi o tę tragiczną i heroiczną stronicę historii Polski, kiedy to jej naród, jej żołnierze ramię przy ramieniu z radzieckimi żołnierzami walczyli o wyzwolenie swojej ojczyzny - powiedział TASS. Dodał jednak, że "tak, jak czciliśmy, tak będziemy czcić pamięć o naszej wspólnej historii, wspólnych bohaterach, wspólnych zwycięstwach i wspólnych tragediach".

Wiceprezes IPN Paweł Ukielski zaznaczył w rozmowie z PAP, że strona rosyjska zareagowała "nieco przedwcześnie" stwierdzając, że powstał już dokładny projekt "dotyczący likwidacji ponad 500 pomników wdzięczności ZSRR". Jak wyjaśnił, tych pomników łącznie było ponad 500. Teraz jesteśmy na etapie inwentaryzacji stanu obecnego. Szacujemy ostrożnie, że jest co najmniej sto kilkadziesiąt takich miejsc. Więc dalsze działania i plany będziemy przedstawiać dopiero gdy inwentaryzacja się zakończy i będziemy wiedzieli dokładnie z jaką materią mamy do czynienia - powiedział. Podkreślił również, że IPN na pewno nie będzie postulować fizycznego zniszczenia pomników. Raczej zależałoby nam na stworzeniu pewnego muzeum, skansenu, a zatem miejsca, w którym byłyby jak najbardziej zachowane. Dotychczas ta kwestia nie była w żaden sposób systemowy rozwiązana. Zależy nam, by tym problemem zająć się właśnie systemowo, a nie od pomnika do pomnika. Czyli by nie organizować za każdym razem specjalnej akcji, tylko zastanowić się w jaki sposób spokojnie i godnie można przeprowadzić tego typu akcję. I przenieść te pomniki w jedno miejsce, skansen, gdzie będą się znajdowały - mówił Ukielski. Ta nerwowa reakcja strony rosyjskiej jest też o tyle trochę zaskakująca, że nie jest to żaden początek jakiejś dużej akcji. Od lat to postulowaliśmy i jest to kolejny krok na drodze uwalniania polskiej przestrzeni publicznej od tego typu pozostałości - zauważył.

Na razie musimy przygotować dość precyzyjną listę upamiętnień, które podlegałyby przeniesieniu do takiego skansenu. Generalnie to wszystko nie jest jakimś novum, bo stanowisko IPN od lat pozostaje niezmienne - uważamy, że w polskiej przestrzeni publicznej na takie upamiętnienia miejsca być nie powinno - podsumował wiceprezes Instytutu.

(mn)