Po poniedziałkowych krwawych starciach w Strefie Gazy protestują Arabowie w Izraelu i Palestyńskiej Autonomii. W związku ze strajkiem generalnym zdecydowana większość sklepów i straganów we wschodniej, arabskiej części Jerozolimy jest zamknięta.

Poniedziałkowe starcia w Strefie Gazy. Życie straciło w nich 58 ludzi. /MOHAMMED SABER /PAP/EPA

W starciach z izraelskim wojskiem zginęło w poniedziałek 58 Palestyńczyków, protestujących przeciwko przeniesieniu ambasady Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy. Rannych zostało prawie 3 tysiące osób. To był najkrwawszy dzień w Strefie Gazy od czasu wojny w tej palestyńskiej enklawie, między kontrolującym ją Hamasem a Izraelem w 2014 roku.

Palestyński rząd oskarżył w poniedziałek Izrael o dokonanie masakry w Strefie Gazy. Rzecznik rządu Jusuf al-Mahmud zażądał w oficjalnym oświadczeniu "natychmiastowej interwencji międzynarodowej w celu powstrzymania straszliwej masakry dokonanej w Gazie przez izraelskie siły okupacyjne przeciwko naszemu bohaterskiemu narodowi".

Premier Izraela Benjamin Netanjahu podkreślił, że poniedziałkowe działania armii izraelskiej na granicy ze Strefą Gazy były samoobroną przeciwko rządzącemu tą enklawą radykalnemu ugrupowaniu Hamas.

Każde państwo jest zobowiązane do bronienia swych granic. Terrorystyczna organizacja Hamas deklaruje, że zamierza zniszczyć Izrael i wysyła tysiące ludzi, by przerywali ogrodzenie graniczne dla osiągnięcia tego celu. Będziemy nadal zdecydowanie działać na rzecz ochrony naszej suwerenności i naszych obywateli - napisał Netanjahu na Twitterze.

Stany Zjednoczone przeniosły w poniedziałek oficjalnie swoją ambasadę w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy. Prawie 90 ambasad mieści się w Tel Awiwie.

We wtorek trwają protesty

To z powodu tego, co się dzieje w Strefie Gazy, gdzie zginęli ludzie. Chcemy pokazać nasze wsparcie -  mówił naszemu reporterowi Mustafa.

Jak podkreśla w swoich relacjach Patryk Michalski, przy Bramie Damasceńskiej łączą się dwa światy: arabski i żydowski. Mimo politycznego napięcia toczy się tam zwykłe życie.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Turcji poprosiło Ambasadora Izraela w Ankarze o tymczasowe opuszczenie kraju.

Ambasador Izraela został poinformowany o tym, że nasz ambasador w Izraelu został wezwany na konsultacje, oraz że byłoby rzeczą stosowną, żeby wrócił do swego kraju na jakiś czas - powiedział przedstawiciel ministerstwa spraw zagranicznych Turcji.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan nazwał Izrael "państwem apartheidu" i dodał, że izraelski premier Benjamin Netanjahu "ma na rękach palestyńską krew". W poniedziałek oskarżył Izrael o "państwowy terroryzm" i nazwał przemoc wobec Palestyńczyków "ludobójstwem".

Polskie MSZ: Izrael ma prawo do obrony

Jesteśmy głęboko zaniepokojeni doniesieniami o ostatnich protestach w Strefie Gazy - napisało polskie MSZ w oświadczeniu. Apelujemy do Izraela o poszanowanie prawa Palestyńczyków do pokojowych protestów - podkreślono.

W oświadczeniu MSZ wskazał jednocześnie, że prawo do pokojowych protestów nie może być "wykorzystywane jako pretekst do nakłaniania do przemocy". Izrael ma prawdo do obrony i zabezpieczenia swoich granic. Należy jednak przestrzegać proporcjonalnego użycia siły - czytamy.


(ł)