W głosowaniu przeprowadzonym po ośmiogodzinnej debacie w nocy ze środy na czwartek holenderski parlament odrzucił wniosek o wotum nieufności dla premiera Marka Rutte. Za wnioskiem głosowało 67 deputowanych, za jego odrzuceniem - 76; nie wzięło udziału - 7.

Mark Rutte /NAOHIKO HATTA / POOL /PAP/EPA

Wniosek o wotum nieufności został zgłoszony przez posłów opozycji, którzy zarzucali szefowi rządu kłamstwo i celową dezinformację podczas listopadowej debaty ws. likwidacji podatku od dywidend.

We wtorek rząd opublikował ponad 60 stron dokumentów, które dotyczyły tej sprawy. Publikacji domagali się deputowani opozycji. Powołali się na prawo o dostępie do informacji publicznej. Ostatecznie okazało się, że premier Rutte kluczył podczas listopadowej debaty, udzielając wymijających odpowiedzi.

Do przegłosowania wniosku o wotum nieufności wystarczyłaby zwykła większość głosów. O odrzuceniu wniosku w liczącym 150 mandatów parlamencie przesądziło ostatecznie 9 głosów - wskazuje w komentarzu Reuters.

Decyzja o zniesieniu podatku od dywidend jest częścią planu gospodarczego liberalnego rządu Marka Rutte. Miała być argumentem w walce o umiejscowienie w Holandii, a nie w Wielkiej Brytanii, centrali międzynarodowej spółki Unilever, w skład której wchodzi holenderski Unilever NV z siedzibą w Rotterdamie i brytyjski Unilever PLC z siedzibą w Londynie.

Spółka produkuje głównie artykuły żywnościowe, środki czystości i higieny; zatrudnia ponad 220 tys. pracowników w 365 zakładach na sześciu kontynentach.

Zarząd spółki nie kryje, że decyzja o cięciach w podatku od dywidend przesądziła ostatecznie o holenderskiej lokalizacji. Nie zmienia to faktu, że sama decyzja rządu nie cieszy się popularnością w Holandii - zauważa Reuters.

Podczas listopadowej debaty Mark Rutte zasłaniał się niepamięcią. W trakcie ośmiogodzinnej dyskusji w środę, zakończonej po północy - premier przyznał, że "popełnił błąd mówiąc parlamentowi, że nie pamięta".

Szef rządu nie zapewnił nam ani przejrzystości, ani pełnej informacji, za to wił się wokół prawdy niczym węgorz - ocenił lider Partii na rzecz Wolności (PVV) Geert Wilders.

Deputowani z partii wchodzących w skład koalicji, której przewodzi kierowana przez Marka Rutte Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) nie robili z luk w pamięci premiera większego problemu, uważając, że wymagały tego interesy strategiczne państwa.

Był to kolejny wniosek o wotum nieufności wobec rządu premiera Marka Rutte. Stosunek głosów był tym razem niezbyt korzystny dla rządu. Mark Rutte "otarł się o dymisję" - zauważają media.

W lutym holenderscy deputowani nie przyjęli wniosku o wotum nieufności dla rządu postawionego po dymisji szefa MSZ Halbego Zijlstry. Dotyczył on również mijania się z prawdą.

Wniosek - odrzucony stosunkiem głosów 101:43 - złożył Geert Wilders przywódca skrajnie prawicowej, antyimigranckiej PVV.

Skandal dotyczył ministra spraw zagranicznych Holandii Halbe Zijlstry, który podał się do dymisji jeszcze przed głosowaniem, gdy wydało się, że kłamał w sprawie wypowiedzi Putina o "Wielkiej Rosji" w 2006 r., co holenderski minister miał rzekomo "słyszeć na własne uszy".

Okazało się jednak, że szef MSZ nie brał udziału w spotkaniu, na którym Putin powiedział, że Białoruś, Ukraina i kraje bałtyckie to część świata rosyjskiego - "Wielkiej Rosji". Jak powiedział, słowa rosyjskiego prezydenta przekazała mu osoba, która była na miejscu.

Deputowani zarzucali premierowi Rutte, że nie poinformował parlamentu i nawet partii koalicyjnych o rzeczywistych powodach dymisji Zijlstry.

(az)