Prezydent Filipin Rodrigo Duterte poprosił prezydenta Rosji Władimira Putina o wsparcie nowoczesną bronią w walce z bojownikami Państwa Islamskiego. Przywódcy mieli pierwotnie spotkać się w Moskwie w czwartek, ale rozmowy zostały przyspieszone ze względu na wprowadzenie na obszarze południowych Filipin stanu wojennego na okres 60 dni. Władze w Manili od kilkudziesięciu lat walczą z muzułmańskimi rebeliantami na wyspie Mindanao, położonej właśnie na południu Filipin.

Po lewej: prezydenci Filipin Rodrigo Duterte i Rosji Władimir Putin (fot. MAXIM SHEMETOV/POOL), po prawej: filipińscy żołnierze na ulicach Davao na wyspie Mindanao po wprowadzeniu na południu Filipin stanu wojennego (fot. CERILO EBRANO) /MAXIM SHEMETOV/POOL, CERILO EBRANO /PAP/EPA

W czasie spotkania z Duterte Putin wyraził nadzieję, że konflikt na Filipinach zostanie rozwiązany "z minimalnymi stratami".

Rosyjski prezydent stwierdził również, że istnieją szanse na ekonomiczną i wojskową współpracę pomiędzy Moskwą a Manilą.

Wielka Brytania: "Krytyczny" poziom zagrożenia terrorystycznego. Wojsko na ulicach

Większa liczba uzbrojonych policjantów na ulicach, wojsko skierowane do ochrony najważniejszych obiektów w kraju - m.in. królewskiego Pałacu Buckingham oraz siedziby premier przy Downing Street 10 i siedziby parlamentu. W Wielkiej Brytanii obowiązuje od wczoraj najwyższy, czyli piąty, poziom... czytaj więcej

Przed rozpoczęciem wizyty Duterte w Moskwie obserwatorzy zwracali uwagę, że ma ona na celu uzyskanie dla Filipin nowych źródeł finansowego wsparcia i budowanie alternatywnych sojuszy w sytuacji, gdy działania prezydenta spotykają się z coraz większą krytyką ze strony Unii Europejskiej. Sprzeciw Brukseli wobec krwawej antynarkotykowej kampanii, jaką od początku kadencji prowadzi Duterte, i dodatkowe obostrzenia nałożone na Filipiny sprawiły, że krytykowany prezydent zrezygnował z przyjmowania unijnych dotacji.

Rosja natomiast - jak podkreślał we wtorek ambasador Filipin w tym kraju Carlos Sorreta - nie ma ambicji nakładania na Filipiny wymogów ingerujących w sprawy państwowe. Zwyczajnie respektują decyzję kraju wobec tego, co trzeba robić - stwierdził i zaznaczył, że sam nigdy nie został wezwany przez rosyjskie władze ws. nierespektowania na Filipinach praw człowieka. Nie chcą ingerować, tak samo jak nie cierpią, gdy inne państwa ingerują w sprawy Rosji - mówił Sorreta.

Armia filipińska zaatakowała we wtorek pozycje zajmowane przez terrorystów w centrum Marawi na wyspie Mindanao na południu Filipin. Ofensywa miała na celu pojmanie Isnilona Hapilona, wiernego Państwu Islamskiemu przywódcy ugrupowania Abu Sajaf. Za jego zatrzymanie Departament Stanu USA wyznaczył nagrodę w wysokości 5 milionów dolarów.

Filipińskie władze od kilkudziesięciu lat walczą z muzułmańskimi rebeliantami na wyspie Mindanao. Rozmowy pokojowe doprowadziły do ograniczenia przemocy, ale zagrożeniem pozostają wciąż małe, radykalne i agresywne grupy tworzące islamistyczną koalicję. Przypisuje się im m.in. odpowiedzialność za zamach w Davao we wrześniu ubiegłego roku, w którym zginęło 15 osób. W ostatnich miesiącach siły rządowe intensyfikują działania przeciwko rebeliantom. W zeszłym miesiącu w nalocie na górskie siedziby terrorystów zginęło 36 osób.

Dowodzone przez Isnilona Hapilona ugrupowanie Abu Sajaf, które od lat 70. XX wieku dąży do przekształcenia południa Filipin w islamski kalifat, złożyło przysięgę wierności Państwu Islamskiemu. Znane jest z brutalnych działań, szczególnie wobec cudzoziemców: m.in. zamachów bombowych, wymuszeń i porwań dla okupu.


(e)