W toku trwającej od niespełna dwóch tygodni kampanii antynarkotykowej w Bangladeszu zginęło już 68 osób - napisała w sobotę agencja EFE. Niektórzy obrońcy praw człowieka porównują tę operację do brutalnej walki z narkotykami prezydenta Filipin Rodrigo Duterte.

Zdjęcie ilustracyjne /Policja /

ylko w nocy z piątku na sobotę zginęło w Bangladeszu w walkach z policją w ośmiu różnych dystryktach dziewięciu przemytników.

Według oficjalnych danych w czasie tej 11-dniowej kampanii zatrzymano już 3,3 tys. ludzi, a na kary grzywny i więzienia skazano 2795 przemytników i osoby zażywające narkotyki.

Plan przeprowadzenia kampanii premier Bangladeszu Hasina Wazed ogłosiła 3 maja.

Agencja EFE podkreśla, że aktywiści praw człowieka sprzeciwiają się tym operacjom, zauważając, że tempo, z jakim rośnie liczba ofiar, przypomina działania na Filipinach. Tamtejszy prezydent prowadzi w swoim kraju brutalną kampanię antynarkotykową, która doprowadziła już do śmierci ponad 3,9 tys. ludzi. Duterte twierdzi, że policja zabija w samoobronie, ale według krytyków kampanii funkcjonariusze wykonują egzekucje bez żadnego nadzoru.

Banglijskie służby bezpieczeństwa, a w szczególności Bataliony Szybkiego Reagowania (RAB), są regularnie oskarżane przez organizacje praw człowieka - zarówno w kraju, jak i za granicą - o dokonywanie pozasądowych zabójstw w konfrontacjach z przestępcami czy terrorystami.

Według banglijskiej organizacji praw człowieka Odhikar od 2001 roku do końca kwietnia roku bieżącego w wyniku pozasądowych zabójstw z rąk członków sił bezpieczeństwa zginęło w tym kraju 3 060 osób, z czego 78 w tym roku.

(nm)