Pierwszy pilot i technik pokładowy, ranni w wypadku wojskowego śmigłowca Mi-24, opuścili szpital w Bydgoszczy. Zdaniem lekarzy, obrażenia, jakich doznali żołnierze, leczy się zwykle w warunkach szpitalnych, ale poszkodowani w katastrofie helikoptera są w tak dobrej formie, że mogą powrócić do rodzinnych domów.

Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Bydgoszczy wszczęła śledztwo w sprawie piątkowej katastrofy śmigłowca Mi-24 na poligonie koło Torunia. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, maszyna była uzbrojona w ostrą amunicję. W katastrofie zginął drugi pilot, ranni są dwaj pozostali członkowie załogi.... czytaj więcej

Zarówno rany fizyczne, jak i urazy psychiczne lepiej się tam będą goiły - podkreślił zastępca komendanta 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy, płk lek. Jarosław Marciniak.

W bydgoskim szpitalu wojskowym ranni żołnierze przeszli wszystkie potrzebne badania diagnostyczne. Operację przeszedł technik pokładowy, który doznał złamania kości w obrębie obręczy barkowej. Pierwszy pilot, który ma złamany drugi krąg lędźwiowy, był leczony zachowawczo.

Do wypadku Mi-24 z 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego doszło 27 lutego późnym wieczorem pomiędzy Inowrocławiem i Toruniem. Żołnierze odbywali lot ćwiczeniowy w ramach przygotowań do misji w Afganistanie.

Maszyna lotem koszącym uderzyła w ziemię na zadrzewionym terenie. Na miejscu zginął 32-letni por. Robert Wagner.