Poznańska policja wyjaśnia okoliczności śmierci trzylatka, który zmarł po tym, jak nie został przyjęty do jednego z miejskich szpitali. Mimo reanimacji dziecka nie udało się uratować. Dyrekcja szpitala zapewnia naszego dziennikarza, że nie ma informacji o takim przypadku. Już zlecono sekcję zwłok dziecka.

Dzieci rozwijały się prawidłowo. Są wstępne wyniki sekcji zwłok bliźniąt z Włocławka

Bliźnięta z Włocławka, które zmarły kilka godzin przed narodzeniem, były zdolne do życia poza łonem matki. Wskazują na to wstępne wyniki sekcji zwłok, do których dotarł nasz reporter Paweł Balinowski. "Najprawdopodobniej przyczyną śmierci dzieci była ostra niewydolność... czytaj więcej

Z informacji zebranych dotąd przez policjantów wynika, że rano rodzice chłopca zauważyli, że dziecko jest osłabione, i zdecydowali, że powinien je zobaczyć lekarz. Gdy trzylatek nie został przyjęty w jednym z poznańskich szpitali, rodzice udali się do lekarza rodzinnego. Ten przebadał dziecko i odesłał je do domu.

Niedługo potem chłopiec zaczął tracić przytomność. Rodzice wezwali pogotowie, ratownicy podjęli próbę reanimacji, ale nie udało im się uratować życia trzylatka.

Jak potwierdził rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, o śmierci chłopca w mieszkaniu na poznańskich Jeżycach powiadomiło policję pogotowie ratunkowe. Funkcjonariusze przesłuchują świadków, w tym rodziców dziecka. O sprawie zawiadomiona została prokuratura.

Policja sprawdza między innymi, co działo się w szpitalu i w przychodni. Dlaczego dziecko nie zostało lepiej zdiagnozowane. Na razie przebieg wydarzeń opiera się na wersji rodziców.

Nie wiadomo jednak jaka była bezpośrednia przyczyna śmierci trzylatka. Ma to wykazać zlecona już sekcja zwłok. Lekarz rodzinny miał wskazać na jelitówkę. Zszokowani rodzice są teraz pod opieką psychologa.

Zastępca dyrektora poznańskiego szpitala Sylwia Świdzińska poinformowała, że placówka wdraża wewnętrzne postępowanie, które ma wyjaśnić wszelkie okoliczności. Jak dodała, w zapisach szpitalnej izby przyjęć nie odnotowano wizyty rodziców z dzieckiem, którzy mieliby zgłosić się do szpitala.

Dyrekcja zapewnia, że gdyby chłopiec trafił do szpitala w nocy, kiedy nie pracują lekarze rodzinni, to na pewno zostałby przyjęty. Podkreśla też, że jak do tej pory nie skontaktowała się z nią ani policja, ani prokuratura.

(edbie+j)