Rok i cztery miesiące w zawieszeniu na 2 lata – to wyrok dla Jerzego G., właściciela psów ze Skierniewic w Łódzkiem, którego zwierzęta bardzo dotkliwie pogryzły 59-letnią kobietę. Mężczyzna będzie musiał również zapłacić nieco ponad 12 tysięcy zł pokrzywdzonej.

Zdj. ilustracyjny /Łukasz Wysocki /Archiwum RMF FM

Sąd uznał, że właściciel psów nie zadbał o to, żeby psy nie wydostawały się poza ogrodzenie posesji. W uzasadnieniu sąd podał, że Jerzy G. wiedział, iż czworonogi uciekają z posesji. Informacje takie miał od pierwszej pokrzywdzonej, jednak nie zrobił nic, by w przyszłości zapobiec podobnym sytuacjom.

Sąd nie miał wątpliwości, że to właśnie psy Jerzego G. pogryzły 59-latkę. Dowodem były porównawcze badania DNA. Sprawdzono ślady z ubrań kobiety i próbki materiału genetycznego zwierząt. DNA było zgodne. Tę kwestię próbowała podważyć obrona, której tłumaczyła, że ślady powinny pochodzić z ran kobiety, a nie z jej ubrań, jednak sąd nie zgodził się z tym stanowiskiem. Pokrzywdzona już zapowiedziała, że będzie składać do sądu cywilny pozew przeciwko Jerzemu G. i będzie domagać się 250 tysięcy zł odszkodowania za doznaną krzywdę.

Dramat rozegrał się w październiku 2014 roku. Kobieta o zmroku wybrała się na spacer. Na wysokości posesji Jerzego G. 59-latkę zaatakowały trzy psy podobne do owczarków niemieckich. Życie uratowała jej interwencja sąsiada, który usłyszał krzyki kobiety i pośpieszył z pomocą. Odgonił agresywne psy, które szarpały ciało kobiety. Tuż po ataku pokrzywdzona była w krytycznym stanie w śpiączce farmakologicznej.  W szpitalach spędziła kilka miesięcy, a blizny na rękach, nogach i głowie zostaną już na całe życie. 

(az)