"Egzaminatorzy bardzo różnie interpretują instrukcję egzaminowania. To jest problem" - mówi Maciej Kulka, właściciel ośrodka szkolenia kierowców. W ten sposób komentuje planowane przez Ministerstwo Infrastruktury zmiany. Zakładają one nie tylko zmianę zasad przeprowadzania egzaminu praktycznego, ale także to, że wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego pozostaną własnością samorządów. Egzaminatorzy zostaną pracownikami wojewody, więc będą pracownikami administracji rządowej.

Zdjęcie ilustracyjne / Maciej Kulczyński /PAP

O planach resortu infrastruktury pisaliśmy TUTAJ <<<

Ministerstwo tłumaczy, że egzaminowany ma prawo dokończyć egzamin, nawet jeśli popełni błąd, który go eliminuje. Ma prawo wykonać wszystkie manewry, a jeśli wyjedzie poza plac manewrowy, to ma prawo dokończyć jazdę, by np. przekonać się, jakie jeszcze błędy popełnia.

Co mówią o tym instruktorzy?

Egzaminatorzy bardzo różnie interpretują instrukcję egzaminowania. To jest problem - mówi Maciej  Kulka, właściciel ośrodka szkolenia kierowców. Na przykład w jednym mieście na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym nie trzeba mieć lewego kierunkowskazu, a jedynie zjazdowy, a w innym jest on wymagany. Tak samo z zieloną strzałką - w jednym ośrodku niezatrzymanie się skutkuje natychmiastowym przerwaniem egzaminu, a w innym traktowane jest jako błąd. Takie dowolności interpretacyjne są złe i trzeba to ukrócić. Czy będzie można to zrobić dzięki podleganiu egzaminatorów pod wojewodę? Nie wiem - mówi Kulka.

Ważne jest też usunięcie niektórych absurdów. Na przykład, że trzeba dotknąć zagłówka fotela, żeby pokazać, że się go ustawiło przed jazdą. Nawet, jeśli dotykając głową zdający czuje, że jest dobrze ustawiony. To samo z lusterkami. Nawet, jeśli nie wymagają przestawienia, bo pasują ustawienia po poprzednim zdającym, trzeba chociaż dotknąć, żeby egzaminator widział. Wszystkie pojazdy mają już teraz, poza najstarszymi, kontrolki sygnalizujące spalenie się żarówki - po co, więc chodzić dookoła pojazdu i sprawdzać? Takich zapisów jest sporo. I często młodzi kierowcy oblewają właśnie na nich. Nawet nie dostają szansy pokazania swoich umiejętności prowadzenia pojazdu - mówi Kulka.

Na to samo uskarżają się zdający

Dotknęłam zagłówka, bo na kursie mówił mi instruktor. To samo z lusterkami. Nawet jeśli nie trzeba ich przestawić, to dotknij - mówi młoda kursantka. Mi instruktor kazał dotykać palcem reflektorów, żeby egzaminator nie miał wątpliwości, którą żarówkę wskazuję - dodaje.

Instruktorzy uczą pod instrukcję egzaminacyjną, krok po kroku, żeby zdać egzamin. Wielu jest kursantów, którzy dobrze jeżdżą, a zdają po kilka razy. Dlaczego nie wprowadzimy systemu punktowego? Oceniane są pozytywne zachowania i umiejętności, i te negatywne. Przyjmujemy jakieś kryterium punktowe i wtedy oceniamy - wyjaśnia Maciej Kulka.

Nikt nikogo specjalnie nie oblewa

Nikt nikogo specjalnie nie oblewa - zapewnia Artur Banaszkiewicz, wicedyrektor lubelskiego WORD. Są ścisłe kryteria, wręcz zerojedynkowe - podkreśla. Czasem jest egzaminowany, który dobrze sobie radzi, ale na przykład za późno włączy kierunkowskaz. Mimo że nie stwarza zagrożenia, przy drugim razie egzamin kończy się negatywnie. Jeśli egzaminator przepuści takiego zdającego, sam złamie przepis. Przy kontroli wyższej instancji taki egzamin może zostać unieważniony. Kij ma dwa końce - mówi Banaszkiewicz.

Jeśli instrukcja egzaminacyjna nie zostanie zmieniona, mimo zmiany pracodawcy przez egzaminatorów, nie poprawi się zdawalność. Argument, że egzaminator stanie się urzędnikiem państwowym, co zapewni lepszą rękojmię, też jest chybione. Przypominam, że na czas egzaminu egzaminator już teraz ma status urzędnika państwowego - dodaje Banaszkiewicz.

Egzaminatorzy pracownikami wojewody

​Kursant nie zakończy egzaminu na prawo jazdy po pierwszym błędzie

Kolejna rewolucja w egzaminach na prawo jazdy. Wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego pozostaną własnością samorządów, ale egzaminatorzy zostaną pracownikami wojewody, więc będą pracownikami administracji rządowej. Zmienią się też zasady egzaminy praktycznego. Kursant nie zakończy egzaminu po... czytaj więcej

Resort planuje, że egzaminatorzy staną się pracownikami wojewody, a do WORD będą przyjeżdżali tylko egzaminować. 

Pieniądze z egzaminu mają trafiać do budżetu wojewody, który podpisze umowy z WORD-ami. 

Minister Andrzej Adamczyk przekonuje, że to korzystne dla kursantów, bo nie będzie podejrzeń, że im więcej niezdanych egzaminów i poprawek, tym większy zysk WORD i egzaminatora.

(ł)