Rząd odcina prezydenta od informacji na temat przyszłotygodniowego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Lech Kaczyński musi dowiadywać się o szczegóły programu u prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, bo Donald Tusk zakazał Ministerstwu Spraw Zagranicznych przekazywania głowie państwa jakichkolwiek informacji na ten temat.

Uzasadnienia dla swoistej rządowej blokady informacyjnej próżno szukać w oficjalnym piśmie, przesłanym z MSZ do Kancelarii Prezydenta. Dyrektor sekretariatu ministra Sikorskiego odpisał, że zgodnie z poleceniem premiera nie będzie przekazywał żadnych materiałów i żadnych informacji prezydentowi - mówi szef prezydenckiego gabinetu, Piotr Kownacki:

Piotr Kownacki dodaje, że Lech Kaczyński otrzymał zaproszenie na szczyt w Brukseli od Nicolasa Sarkozy'ego, więc u niego dowiaduje się o szczegóły spotkania.

Jedynym wyjściem, które pozwoliłoby uniknąć w Brukseli skandalu i kompromitacji, byłoby ustąpienie jednej ze stron i rezygnacja wyjazdu. Nie ma jednak żadnych szczegółowych przepisów, które regulowałyby tą kwestię, a na dobrą wolę oponentów trudno liczyć. W tej sytuacji niespecjalnie widzę pole do kompromisu - mówi szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.

Oliwy do ognia dolał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, sugerując, że prezydent może wyświadczyć Polsce niedźwiedzią przysługę, jeśli poleci na szczyt do Brukseli. Szef dyplomacji podkreślił, że będą tam omawiane sprawy leżące w gestii rządu, jak pakiet klimatyczny. I dodał z przekąsem, że tą kwestią prezydent już raz się zajął, a jego ponowna ingerencja mogłaby przynieść niepożądane dla Polski skutki:

W obliczu kolejnego konfliktu kompetencyjnego na linii rząd-prezydent, Platforma Obywatelska zamierza zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, co wolno prezydentowi, a co premierowi – ujawnił reporterce RMF FM, Agnieszce Burzyńskiej, szef gabinetu politycznego premiera, Sławomir Nowak.

Żaden unijny dokument nie precyzuje, kto reprezentuje dany kraj na szczycie: prezydent, premier, czy może obaj. Pewne jest, że trzy osoby z jednego państwa mogą dostać identyfikatory, żeby wejść na salę obrad. Na sali są jednak tylko dwa krzesła. Ponieważ na szczyt wybiera się jeszcze szef... czytaj więcej

Trybunał na pewno nie będzie się zajmował tym, iloma samolotami mają podróżować prezydent i premier. Ale tym, co dokładnie i komu wolno w polityce zagranicznej. W sporze o to, kto ma lecieć na najbliższy szczyt Unii Europejskiej, nie bez znaczenia pozostają też kwestie techniczne. Na spotkanie wybierają się prezydent, premier, szef MSZ i minister finansów - a krzesła przeznaczone dla polskiej delegacji są tylko dwa.

Jeżeli mamy do czynienia z permanentną awanturą w tej sprawie ze strony Kancelarii Prezydenta, to trzeba się odwołać do niezależnej instytucji, jaką jest Trybunał Konstytucyjny - mówi Sławomir Nowak i dodaje, że trzeba to będzie zrobić jak najszybciej. Nie ma tu pola do żadnego kompromisu - grzmi dalej.

Trybunał nie zdąży rozstrzygnąć sporu do przyszłej środy, więc na najbliższym szczycie pojawią się zarówno prezydent, premier, szef MSZ i minister finansów.