Metalowymi barierkami szczelnie ogrodzono skarpę kolejową w Wałbrzychu, w której ma być ukryty "złoty pociąg". Na miejscu pojawiło się też wojsko. Żołnierze szukają niebezpiecznych materiałów, a nie samego pociągu.

Na miejscu pojawiło się już wojsko /Bartłomiej Paulus /RMF FM

Teren zabezpieczą żołnierze I Pułku Saperów oraz Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych. Według ustaleń reportera RMF FM, wojskowi sprawdzą blisko hektar skarpy. Wykorzystany zostanie między innymi sprzęt, który bada grunt na głębokości do jednego metra. Odkrywcy składu uważają, że teren może być zaminowany. Specjaliści będą szukać niebezpiecznych materiałów, a nie samego pociągu. Akcja może potrwać kilka dni. Jej szczegóły po południu mają zdradzić przedstawiciele wojska, miasta i wojewody.

Wcześniej ze skarpy usunięto połamane gałęzie i krzewy. Przed przyjazdem wojska teren dodatkowo ogrodzono metalowymi barierkami. Skarpy w okolicy 65. kilometra trasy kolejowej z Wrocławia do Jeleniej Góry dziś pilnuje straż miejska, policja i służba ochrony kolei.

Wciąż nie wiadomo, kto zajmie się potwierdzeniem istnienia składu i jego wydobyciem. Miasto nie zamierza wydawać na to publicznych pieniędzy. Nie chce także angażować swoich służb. Rozwiązaniem może być współpraca z grupami, które zajmują się poszukiwaniem skarbów. Swoją pomoc już wcześniej deklarowali sami odkrywcy. Ich zdaniem wydobycie pociągu, co do istnienia którego nie mają wątpliwości, może zająć miesiąc. Koszt całej akcji to blisko dwa miliony złotych. Piotr Koper i Andreas Richter przygotowali także plan tej operacji. Znalazcy pociągu twierdzą, że są w stanie znaleźć sponsorów. Przyznają jednak, że od momentu zgłoszenia nikt w tej sprawie się z nimi nie kontaktował.

(abs)