Kontrowersyjna decyzja dyrektora szpitala klinicznego w Szczecinie, który nadzoruje laboratorium w Policach. Likwidację laboratorium in vitro ma nadzorować jego były kierownik. Jak dowiedziała się nasza reporterka, doktor odszedł z pracy, gdy kobieta po in vitro urodziła nie swoje dziecko.

Od 22 stycznia Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Szczecinie bada sprawę pacjentki rządowego programu in vitro, która urodziła nie swoje dziecko. Do zapłodnienia doszło w laboratorium w Policach. Dziecko urodziło się z wadami, a badania DNA wykazały, że kobieta nie jest biologiczną matką... czytaj więcej

Władze szpitala nie chcą komentować decyzji. Doktor Tomasz B. kierował laboratorium in vitro w Policach od początku działalności. Z pracy odszedł dwa tygodnie po tym, jak urodziło się dziecko poczęte na skutek pomyłki laboranta. 

Nasza reporterka usłyszała w szpitalu, że powstaje dopiero plan przenosin leczonych w Policach par oraz zamrożonych w ciekłym azocie zarodków do innych placówek. Szpital twierdzi, że ci, którzy rozpoczęli terapię w Policach będą mieć możliwość kontynuowania tam leczenia. Zwłaszcza, że na refundowany zabieg niektórzy czekali ponad rok.

Przypomnijmy, że ofiarą pomyłki w Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w szpitalu w Policach, padła 30-letnia kobieta, która wraz z mężem poddała się zabiegowi pozaustrojowego zapłodnienia. Urodziła córkę, która - jak się okazało - nie jest jej biologicznym dzieckiem. Sprawa wyszła na jaw po badaniach DNA, gdy dziecko urodziło się z licznymi wadami wrodzonymi.Wszystko wskazuje na to, że podczas zabiegu in vitro nasienie męża zamiast z komórką jajową żony połączono z komórką innej kobiety - powiedział "Głosowi Szczecińskiemu" jeden z lekarzy znających sprawę.