Jarosław Sokołowski ps. "Masa" zeznawał w czwartek przed poznańskim sądem ws. zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. "Było spotkanie u mnie w domu. Na spotkaniu był Aleksander Gawronik i chwalił się, że uciszył dziennikarza" - powiedział. Były senator Aleksander Gawronik jest oskarżony o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.

"Masa" w sądzie /pap/Jakub Kaczmarczyk /PAP

"Masa" - świadek koronny w procesie mafii pruszkowskiej  mówił, że w latach 90. zakładał razem z Aleksandrem Gawronikiem wspólny biznes. Były senator odwiedzał Sokołowskiego i w czasie jednej z wizyt miał pochwalić się uciszeniem dziennikarza. Wg "Masy" to miała być próba zaimponowania mu. Nazwisko Ziętary nie padło, a Sokołowski twierdzi, że dopiero dużo później skojarzył fakty. 

W trakcie składania zeznań "Masa" zaznaczył, że w jego ocenie Gawronik jest "mitomanem".

W poprzednich zeznaniach "Masy", przytoczonych w czwartek przez sąd, Sokołowski podkreślił, że w latach 90. wśród osób z otoczenia Gawronika były także osoby rosyjskojęzyczne, choć jak stwierdził "była to wiedza tzw. grupowa". Według prokuratury, to właśnie osoba posługująca się językiem rosyjskim miała dokonać zabójstwa Ziętary. "Masa" dodał też, że Gawronik zajmował się w latach 90. szarą strefą i przemytem alkoholu na bardzo dużą skalę. Jak mówił, kontakt z mafią pruszkowską pozwalał Gawronikowi na "swobodne robienie interesów".

Obrońca Gawronika adw. Patrycja Leśkiewicz powiedziała dziennikarzom po rozprawie, że jej zdaniem zeznania "Masy" nie wniosły do sprawy nic przełomowego. Dowiedzieliśmy się o jakimś nowym dowodzie nieznanym w procedurze karnej w postaci “wiedzy grupowej". Jeżeli ktoś kogoś pomawia, nie potrafi nawet wskazać, od kogo pośrednio pochodzi ta wiedza, to w mojej ocenie jest całkowicie niewiarygodny - mówiła. Okoliczności, o jakich świadek zeznaje dotyczące kontaktów, które miały mieć miejsce między Pruszkowem a oskarżonym powinny się znaleźć w jego protokołach z przesłuchań z okresu, kiedy ubiegał się o status świadka koronnego. Przypominanie sobie pewnych okoliczności po 15 latach jest w mojej ocenie dość dziwne - oceniła. 

Żeby była jasność - nie było żadnej firmy Aleksandra Gawronika i Jarosława Sokołowskiego. Koniec na ten temat - powiedział mediom Gawronik. Pytany, co pamięta ze spotkania z "Masą" odparł, że "sporo".

Jarosław Ziętara współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Wprost" i "Gazetą Poznańską", gdzie zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. 1 września 1992 r. wyszedł ze swojego mieszkania i tam widziany był po raz ostatni. W 1999 roku został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Proces Aleksandra Gawronika (zgadza się na podawanie nazwiska) rozpoczął się w styczniu ub. roku. B. senator oskarżony jest o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary. 

Gawronik odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara wieloletniego więzienia lub dożywocie. Dotychczas przed poznańskim sądem zeznawali m.in. założyciel spółki Elektromis, biznesmen Mariusz Świtalski oraz osoby związane z jego firmą. Wszyscy zaprzeczyli, by mieli cokolwiek wspólnego ze sprawą dziennikarza. Zeznania w sprawie złożyli także poznańscy dziennikarze, współpracujący z Ziętarą w "Gazecie Poznańskiej", oraz b. gangster Maciej B. ps. "Baryła", odsiadujący wyrok dożywocia.



(mn)