"To nie jest żadna propozycja. Nie akceptujemy podwyżek proponowanych przez ministerstwo zdrowia" - powiedziała RMF FM Lucyna Dargiewicz szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Jak dodaje, jutro na protest do Warszawy ma przyjechać nawet 10 tysięcy osób.

Protest pielęgniarek /arch. RMF FM /

Albo bierzecie to, co dajemy, albo nie dostaniecie nic… Ministerstwo Zdrowia proponuje pielęgniarkom podwyżki: 600 złotych brutto, ale siostry ich nie zobaczą, jeśli będą dalej walczyć o postulowane 1500 złotych. czytaj więcej

Resort zdrowia zaproponował pielęgniarkom podwyżkę dwa razy po trzysta złotych do 2017 roku. Szefowa związku pielęgniarek w rozmowie z dziennikarzem RMF FM tłumaczy, że nie ma pewności, że znają się środki na drugą część podwyżek za dwa lata. Jej zdaniem, również 300 złotych teraz oferowane nie zatrzyma pielęgniarek przy łóżkach pacjentów.

Tym bardziej, że to dodatek do wynagrodzenia, rozdzielany przez dyrektorów szpitali i przychodni, a nie stała składowa pensji. Jest to złotówka na godzinę, która nie rozwiąże żadnego problemu. Dalej jest jakaś niewiadoma - tłumaczy Lucyna Dargiewicz. Dlatego pielęgniarki nie zmieniają zdania i nadal domagają się podwyżki w wysokości tysiąca pięciuset złotych w ciągu trzech lat.

Ministerstwo zdrowia odpowiada: być może się uda, ale do 2020 roku. Za 5 lat nie będzie już kogo zatrzymywać przy łóżkach pacjentów - dodaje szefowa związku i nie wyklucza, że po jutrzejszej manifestacji w Warszawie przyjdzie pora na strajk.

Mariusz Piekarski