Około miliona litrów wody do picia rozwieźli przez pół roku strażacy mieszkańcom gminy Koniecpol w Śląskiem. Od wakacji w 17 wsiach nie ma bieżącej wody, bo w czasie suszy wyschły studnie. W środę burmistrz gminy jedzie na rozmowy w tej sprawie do Warszawy.

Beczki na wodę ustawione przez mieszkańców gminy Koniecpol /Jacek Skóra /RMF FM

Dziś do Kuźnicy Wąsowskiej strażacy nie przyjechali, bo jest za zimno. Rano było tam 12 stopni mrozu, a przy takiej temperaturze zamarzają zawory w strażackich autach. Tymczasem plastikowe beczki i pojemniki na wodę cały czas stoją przygotowane na niektórych podwórkach. Ci, którzy muszą utrzymać gospodarstwo, potrzebują każdego dnia nawet około 700 litrów wody. Dlatego wszyscy muszą robić zapasy. Cały czas musimy dzielić wodę: trochę na mycie, część do picia, tyle do prania, a tyle do gotowania - wylicza jedna z mieszkanek Kuźnicy.

W wielu domach mieszkańcy wyciągnęli z zakamarków stare, wirnikowe pralki, bo automatyczne nie działają. Niektórzy wożą pranie do rodziny lub znajomych w mieście.

W niektórych studniach zostały jeszcze resztki wody, ale wyniki badań sanepidu są jednoznaczne - w wodzie są bakterie i wykorzystywać jej nie wolno.Ta męczarnia trwa już pół roku, a końca nie widać. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku brakuje nam wody - mówi mieszkanka Wąsosza.


Sprawę może rozwiązać tylko budowa sieci wodociągowej. W gminie trzeba wybudować około 30 km wodociągów. Taka budowa to koszt około 20 milionów złotych. W budżecie gminy nie mamy i nie będziemy mieć takiej kwoty - twierdzi burmistrz Koniecpola, Ryszard Suliga.

Pomoc, którą do tej pory dostała gmina to 175 tysięcy złotych. Pieniądze pochodzą z różnych urzędów i instytucji. Wykorzystano je już jednak na dowożenie wody mieszkańcom. Co drugi dzień z Koniecpola wyjeżdża wielka cysterna z wodą do picia.  

W poniedziałek burmistrz gminy rozmawiał ze śląskim wojewodą. W środę jedzie na spotkanie w kancelarii premiera. Gmina z powodu długów z przeszłości nie może wziąć teraz ani pożyczki, ani kredytu. Dlatego jedynie pomoc rządowa może rozwiązać kłopoty. Gdybyśmy już zaczęli inwestycję, za pół roku część mieszkańców mogłaby mieć znowu bieżącą wodę - mówi burmistrz Suliga.

Na razie jednak mieszkańcom pozostaje wypatrywać wozów strażackich z wodą. 


(dp)