"Dzisiejsza data, panie premierze, będzie się panu śniła po nocach jako koszmar" - mówił przed Sejmem lider "Solidarności" Piotr Duda. Ostro skrytykował nieobecność ministrów podczas zorganizowanych przez związkowców pikiet resortów - jak stwierdził, pokazuje to butę, arogancję i hipokryzję władzy.

W Warszawie protestowały tysiące związkowców

Na ulicach Warszawy w środę demonstrowało ok. 20 tys. osób. W czasie protestów spłonęły opony i kukły polityków. Związkowcy nie ukrywają, że przyjechali do stolicy w jednym celu - chcą obalić rząd Donalda Tuska. czytaj więcej

Rozpoczynamy dzisiaj wielki marsz - mówił Duda w miasteczku namiotowym przed Sejmem. Nie siedzimy przed komputerami, nie siedzimy przed telewizorami, nie narzekamy na forach internetowych, tylko jesteśmy tutaj razem. Dlatego na te dni zapraszam wszystkich. Nie bójcie się, przyjechaliśmy wykrzyczeć różne postulaty - stwierdził.

Podkreślał, że nikt nie podzieli uczestników protestu "na aparat związkowy, na związkowców, na pracowników i na obywateli". Bo jesteśmy wszyscy razem - mówił.

Już na wstępie Duda zwrócił się do premiera Donalda Tuska słowami: Dzisiejsza data, 11 września, panie premierze Tusk, będzie się panu długo śniła po nocach jako koszmar. Bo my dzisiaj przybywamy po to, aby upomnieć się o prawa pracownicze. Bo nasze hasło: "Dość lekceważenia społeczeństwa" to jest hasło ponadpracownicze. Kto czuje się lekceważony z obywateli naszego kraju powinien w te dni być z nami. Każdy.

Duda podkreślił, że środa była bardzo ważnym, tzw. branżowym dniem protestu, w którym w resortach składano petycje. Ale jak widać rządzący się obrazili na to, że my, jako obywatele naszego kraju, chcemy i będziemy się wypowiadać w bardzo ważnych sprawach - powiedział. W poszczególnych ministerstwach nie było ministrów, a jest to ich świętym obowiązkiem, bo oni są dla obywateli, a nie odwrotnie. Dlatego to pokazuje butę, arogancję, hipokryzję rządzących w naszym kraju - podkreślił.

Według Dudy, w miasteczku namiotowym przed Sejmem przebywa obecnie ponad 23 tysiące ludzi.

(edbie)