Będzie "poważna rozmowa" z posłem Rossem. Szef klubu Platformy zadeklarował, że uświadomi swego podwładnego, jak powinno funkcjonować biuro poselskie. Reporterzy RMF FM odkryli, że biuro Rossa jest zamknięte na głucho. Sam poseł tłumaczył, że może poświęcić swym wyborcom tylko trzy godziny w tygodniu, wcześniej muszą się oni na spotkanie zapisać.

Trzy godziny dla wyborców raz w tygodniu i tylko wtedy, kiedy się wcześniej zapiszą. Poseł Platformy Obywatelskiej Tadeusz Ross tłumaczy, dlaczego jego stołeczne biuro poselskie, na którego prowadzenie dostaje miesięcznie 11 tysięcy złotych, jest zazwyczaj zamknięte na głucho. czytaj więcej

To ostatnie Chlebowskiego nie przeraża; twierdzi, że to częsta i niekoniecznie naganna praktyka. Problem w tym, że na umówione spotkanie poseł nie przychodzi, a w telefonie odzywa się automatyczna sekretarka. Dlatego szef klubu PO zapowiada rozmowę dyscyplinującą z niedostępnym dla świata posłem: Dla mnie zamknięte biuro poselskie w godzinach urzędowania jest naprawdę poważnym nadużyciem. Na pewno bardzo poważnie z nim porozmawiam. Jeśli sam nie może, ma nadmiar obowiązków, to przynajmniej w kontaktach z wyborcami powinien mieć swojego pracownika -mówi Chlebowski.

Bo jeśli nie ma, to powstaje pytanie, czy i na co poseł wydaje przydziałowe 11 tysięcy złotych przeznaczone na biuro. Właśnie to sprawdzamy, mając nadzieję, że te pieniądze zostają w sejmowej kasie.