Samolot CASA wylądował dopiero przy drugim podejściu – ujawnił Lech Kaczyński, który wizytował miejsce środowej katastrofy w Mirosławcu, gdzie zginęło dwudziestu oficerów. Prezydent rozmawiał z dowództwem bazy oraz prokuratorami wojskowymi.

Lądowanie nastąpiło przy drugim podejściu do lądowania. Przy pierwszym pilot nie widział świateł lotniska. Za drugim już widział i na tym łączność się urwała - mówił Lech Kaczyński.

Wojskowy samolot CASA z oficerami wracającymi z konferencji "Bezpieczeństwo lotów" rozbił się w środę po godz. 19 kilometr od lotniska w Mirosławcu. Zginęło 16 pasażerów i 4 członków załogi. Wśród ofiar są wysocy rangą oficerowie polskich Sił Powietrznych. Na miejscu katastrofy... czytaj więcej

Według informacji RMF FM, po pierwszej próbie lądowania, maszyna gwałtownie wzbiła się w powietrze, mimo że była już w pobliżu pasa wojskowego lotniska. Powiedział to naszemu reporterowi jeden z żołnierzy, którzy wczoraj pełnili służbę na terenie jednostki. Druga próba lądowania nie powiodła się. Maszyna runęła na ziemię.

Nie był to taki upadek, jak mnie przekonywano, że ten samolot spadł jak kamień. On jednak leciał po pewnym torze skośnym - powiedział Lech Kaczyński. Prezydent został wpuszczony tam, gdzie nie dopuszczono dziennikarzy. Dowiedział się wielu nowych rzeczy. Samolot odbił się od torów lub nasypu kolejowego i z olbrzymią siłą uderzył powtórnie o ziemię. Świadczy o tym miejsce katastrofy: samolot wygląda, jak zgnieciona w kulkę kartka papieru - zrelacjonował.

Lech Kaczyński nie spotkał się w czwartek z wdowami po oficerach. Spotkanie odbędzie się w nieco spokojniejszej atmosferze za kilka tygodni.