Sąd aresztował tymczasowo na trzy miesiące Mirosława P., który śmiertelnie potrącił dwie dziewczynki w Zastawiu pod Łukowem na Lubelszczyźnie. Policja chce, by sklep, który sprzedał pijanemu kierowcy alkohol, stracił koncesję.

Sąd w Łukowie przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu wobec sprawcy śmiertelnego wypadku, który uciekł z miejsca zdarzenia. Mirosława P. udało się zatrzymać dopiero w siedem godzin od tragedii.

Został aresztowany, bo - jak argumentowała prokuratura - istniała poważna obawa matactwa. Ponadto mężczyzna zagrożony jest wysoką karą. Za śmiertelne potrącenie, nieudzielenie pomocy dziewczynkom i jazdę po pijanemu jako recydywiście, może być skazany na 15 lat więzienia. Sąd nie miał więc żadnych wątpliwości, że areszt jest konieczny.

Kupił alkohol, zabił 2 dziewczynki. Sklep straci koncesję

Policjanci z komendy w Łukowie na Lubelszczyźnie złożą wniosek o odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu w sklepie w Goździe. To tam w sobotę wieczorem mieli kupić alkohol pijani mężczyźni, którzy wsiedli do samochodu i w miejscowości Zastawie śmiertelnie potrącili dwie dziewczynki w wieku 12 i... czytaj więcej

Sklep straci koncesję

Policjanci z komendy w Łukowie na Lubelszczyźnie złożą wniosek o odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu w sklepie w Goździe. To tam w sobotę wieczorem mieli kupić alkohol pijani mężczyźni, którzy wsiedli do samochodu i w miejscowości Zastawie śmiertelnie potrącili dwie dziewczynki w wieku 12 i 13 lat.

Podczas przesłuchania na policji, pasażer przyznał, że wraz z Mirosławem P. wracali właśnie z tego sklepu. Po wypadku miał 3,2 promila alkoholu, więc nie ma wątpliwości, że kupił go już jako nietrzeźwy. To złamanie ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Stężenie alkoholu powyżej 3 promili to jest bełkotliwa mowa, chwiejny chód, dziecko to zauważy, a dorosły człowiek nie powinien mieć tu wątpliwości - powiedział młodszy inspektor Janusz Wójtowicz, rzecznik komendy wojewódzkiej policji w Lublinie.

Sprzedawczyni, która pracowała w sobotę, wszystkiego się wypiera. W rozmowie z reporterem RMF FM twierdziła, że sklep zamknęła o godzinie 20:00. Do wypadku doszło godzinę i kwadrans później.

Nie kupowali alkoholu u mnie, tym bardziej, jeśli byli już wypici - powiedziała kobieta.

Jednak już w sierpniu zeszłego roku w tym sklepie Mirosław P. kupił alkohol i 2 kilometry dalej został zatrzymany. Miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Więc są co najmniej dwa udokumentowane przypadki sprzedaży alkoholu nietrzeźwym.

(j.)