Przygotowanie projektu nowego Kodeksu Pracy kosztowało osiemnaście miesięcy pracy ekspertów i prawie milion złotych, ale minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska schowała go do szuflady. „Kodeks pracy nie może być przyjęty wbrew woli stron, które nad nim pracowały; MRPiPS przygotuje nowelizację, wykorzystując niektóre propozycje Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy” – oświadczyła.

Minister Elżbieta Rafalska / Rafał Guz /PAP

Rafalska za porażkę Kodeksu obwiniła media, ekspertów oraz organizacje pracodawców i pracowników. Mieliśmy stronę związkową, która radykalnie się wypowiadała - stwierdziła Rafalska. Muszę powiedzieć, że byłam rozczarowana taką biało-czarną oceną tych prac - dodała.

W połowie marca zakończyła pracę Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy. Opracowała propozycje zmian Kodeksu pracy i Kodeksu zbiorowego prawa pracy. Część z nich była kontrowersyjna. Mowa o mniejszej ochronie kobiet w ciąży czy odliczanie załodze przerw na papierosa.

Komisja zaproponowała też wydłużenie czasu umów o pracę na okres próbny. Ponadto każdy pracownik, niezależnie od stażu pracy, mógłby wykorzystać 26 dni urlopu. W projekcie znalazły się też rozwiązania, które mają zapobiegać wypychaniu pracowników na samozatrudnienie.  Komisja nie ma uprawnień legislacyjnych, o losie przygotowanych propozycji decyduje MRPiPS.

Rafalska zwróciła uwagę, że ministerstwo potrzebuje czasu na ocenę skutków regulacji propozycji KKPP. Dodała, że wybrane pomysły komisji mogą znaleźć się w projektach ustaw nie wcześniej niż pod koniec roku.

Minister podkreśliła, że panuje ogólna zgoda co do tego, że Kodeks pracy wymaga zmiany. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby nowe przepisy można było przyjąć bez zgody stron, które przy nich pracowały - zastrzegła, nawiązując do negatywnych stanowisk m.in. NSZZ "Solidarność".

Jak zaznaczyła, dorobek komisji kodyfikacyjnej będzie wykorzystany. Dorobek komisji kodyfikacyjne jest niezwykle cenny i ważny. Wartość tego projektu i tych propozycji jest ponadczasowa i nie jest tak, że ten dorobek komisji kodyfikacyjnie nie będzie wykorzystany - powiedziała Rafalska.

Za "interesujące, warte rozważenia" - uznała propozycje KKPP ws. umów o pracę, ale do przeprowadzenia "być może w następnej kadencji". Rafalska zastrzegła jednak, że to jest pogląd, a nie stanowisko. Dodała, że podoba jej się także pomysł wydłużenia urlopu do 26 dni - bez względu na staż pracy.

Rafalska powiedziała, że nie wyobraża sobie, aby nowy kodeks przyjmowano bez akceptacji społecznej, bez dialogu, bez kompromisu i porozumienia. W szczegółach możemy się spierać, ale co do istoty zmian musi być dobra wola po wszystkich stronach - stwierdziła.

Wiceminister MRPiPS Stanisław Szwed podkreślił, że ogólnie rozwiązania, które zaproponowała KKPP są dobre, ale niektóre z nich są kontrowersyjne. Zaznaczył, że ministerstwo będzie starało się wprowadzać pomysły, które nie będą wywoływały emocji pracowników, pracodawców i strony związkowej. Jego zdaniem, warto zastanowić się nad takimi kwestiami jak: czas pracy, polubowne rozwiązywanie sporów zbiorowych, mediacje. Absolutnie nie będzie tak, że dorobek KKPP będzie schowany do szuflady - zastrzegł.

Zwrócił uwagę, że zmianami w Kodeksie pracy zajmie się w czerwcu Rada Dialogu Społecznego. Będziemy ciekawi opinii partnerów społecznych - mówił wiceminister.

Wypracowanych przez KKPP propozycji zmian w kodeksach nie akceptuje NSZZ "Solidarność". Szef związku Piotr Duda oświadczył: "Jeżeli rząd chciałby forsować ten projekt, to nasz kierunek jest jeden, ulica" - zaznaczył. Negatywnie projekt oceniło również OPZZ. Zdaniem związku, część zaproponowanych tam rozwiązań jest wyjątkowo nieczytelna i skomplikowana.

W projekcie kodeksu zaproponowano m.in. zmiany zasad wypowiadania umów na czas określony i zmiany w działaniu organizacji związkowych w zakładach pracy. Oprócz tego projekt zakłada możliwość modyfikacji "kodeksowych wypłat za nadgodziny". Chodzi o tzw. konta wynagrodzeń. To rozwiązanie będzie dotyczyło tylko układów zbiorowych. Przewiduje, że jeśli związki zawodowe się zgodzą, to będzie można zawiesić wypłatę wynagrodzenia za nadgodziny. Tak zamrożone pieniądze będzie można uruchomić w razie kryzysu, np. braku zleceń. 

(nm)