3 godziny trwała sekcja zwłok wyłowionych w poniedziałek wieczorem z Warty w Czerwonaku pod Poznaniem. Prokuratura na razie potwierdza, że są to szczątki kobiety. Prokuratura twierdzi, że to z dużą dozą prawdopodobieństwa ciało Ewy Tylman.

Policyjna akcja nad Wartą, gdzie odnaleziono zwłoki kobiety w Czerwonaku /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Zwłoki są w stanie zaawansowanego rozkładu i nadal będą badane. Nie wiadomo m.in. co było przyczyną zgonu kobiety. 

Przy ciele znaleziono kartę płatniczą należącą do Ewy Tylman.

Specjaliści poddadzą teraz próbki identyfikacji na podstawie DNA. 

Ciało znaleziono w poniedziałek późnym popołudniem w Warcie, w małej miejscowości Czerwonak w powiecie poznańskim. Na zwłoki natrafiła przypadkowa osoba. Jako pierwsi informację o tym podali dziennikarze RMF FM.

Na miejscu prowadzono oględziny. Wstępnie oceniono, że mogą to być zwłoki poszukiwanej Ewy Tylman. Wskazywały na to m.in. części garderoby, które się zachowały. Policjanci również twierdzili, że znalezione zwłoki to na 99 proc. zaginiona Ewa Tylman.

Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku, kiedy wracała po imprezie do domu. Odprowadzał ją znajomy - Adam Z. Po raz ostatni 26-latka była widziana ok. godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. Po tym ślad po niej zaginął. Dno i nabrzeża Warty od listopada 2015 roku były wielokrotnie przeszukiwane z użyciem specjalistycznego sprzętu.

Prokuratura od tego czasu uważała, że Ewa Tylman nie żyje i postawiła Adamowi Z. zarzut "zabójstwa z zamiarem ewentualnym". Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.

(az)