Kilku nowych świadków przesłuchali w ostatnich dniach policjanci zajmujący się sprawą zaginięcia półrocznej Magdy z Sosnowca. Niestety, żaden ze świadków nie przekazał przełomowych informacji. "To raczej drobne kroczki, a nie kroki siedmiomilowe" - przyznaje rzecznik śląskiej policji podinspektor Andrzej Gąska.
Policjanci nie zdradzają, czy nowi świadkowie to osoby związane z rodziną czy też postronni obserwatorzy wydarzeń, związanych ze zniknięciem dziewczynki. Podinspektor Andrzej Gąska potwierdził, że łącznie status świadka w postępowaniu ma około 20 osób.
Policyjni specjaliści od kilku dni pracują nad stworzeniem tzw. portretu psychologicznego domniemanego sprawcy uprowadzenia dziecka. Wciąż jednak brak istotnych szczegółów. Psycholodzy uważają, że porywacz może mieć od 20 do 30 lat. Niewykluczone, że uprowadził dziecko pod wpływem własnych dramatycznych przeżyć. Mężczyzna mógł znać rodzinę.
Odtwarzacz wideo wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce.
Jest wynik badań DNA ojca zaginionej Madzi
Podczas czwartkowej konferencji prasowej Krzysztof Rutkowski, prowadzący - w porozumieniu z rodziną dziecka - poszukiwania Magdy, pokazał kocyk - identyczny jak ten, w który zawinięta była dziewczynka w chwili zaginięcia. Na różowym kocu jest miś, obok którego stoi koszyk m.in. z zajączkiem.
Ma to pomóc w znalezieniu świadków uprowadzenia małej Magdy. Być może zgłosi się ktoś, kto widział osobę z zawiniątkiem, w takim właśnie kolorze. Do tej pory nie udało się dotrzeć do bezpośrednich świadków, którzy widzieliby, jak mama Magdy straciła przytomność, a ktoś wyjął dziecko z wózka.
Rutkowski potwierdził także, że wykonane testy DNA jednoznacznie wskazują, że Bartłomiej Waśniewski jest biologicznym ojcem sześciomiesięcznej Madzi, a nie jak spekulowano np. na forach internetowych - ktoś inny. Ojciec dziewczynki został zbadany wariografem. Wynik był pozytywny. Wykluczono też przynależność rodziców do sekty.
Detektyw poinformował również, że poszukiwania Magdy trwają nie tylko w woj. śląskim, ale także w Niemczech. Biuro stara się, aby zdjęcia dziewczynki pokazano w zagranicznych telewizjach - w odpowiedniku polskiego programu 997.
Odtwarzacz wideo wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce.
Nagroda za pomoc w znalezieniu dziecka to ponad 160 tys. złotych
Za informacje pomocne w odnalezieniu dziewczynki czeka już ponad 160 tys. złotych. Krótko po zdarzeniu policja wyznaczyła 5 tys. zł nagrody, którą potem podwoił sosnowiecki samorząd.
Kilka dni temu rodzice dziewczynki zaapelowali o oddanie im dziecka. W zamian za to gotowi są zagwarantować porywaczowi bezkarność i anonimowość.
Madzia zaginęła tydzień temu
Magda zaginęła we wtorek wieczorem w Sosnowcu. Jej matka - być może w wyniku uderzenia - straciła przytomność, a gdy się ocknęła, dziewczynki nie było w wózku. Rozpoczęto poszukiwania. Podczas przesłuchań matka Madzi opowiedziała policjantom, że miała wrażenie, iż szedł za nią jakiś wysoki mężczyzna; podała jego pobieżny rysopis. Policjantom nie udało się jednak zebrać wystarczających danych o cechach mężczyzny pozwalających na zidentyfikowanie tej osoby jako świadka zdarzenia lub sprawcy.
Ważny każdy sygnał, policja prosi o kontakt
Ktokolwiek posiada informacje w sprawie zaginięcia Magdy proszony jest o kontakt pod numerem telefonu 32 296 12 55 lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997.
Wasze komentarze (5)
mówcie mi od dzisiaj Sherlock :)
czy w ogóle ktoś widział żeby to dziecko było w wózku przed rzekomym porwaniem?
czy matka dziecka w ogóle została uderzona? bo przecież podobno nie miała ona śladów uderzenia, a uderzenie które spowoduje zemdlenie nie może być słabe.
nie chce tutaj niczego pisać na pewno, ale ta sprawa coraz bardziej mi się nie podoba, nikt nie widział dziecka, nikt nie widział momentu porwania, nikt nic nie wie, a rodzice nie chcą pomocy kogoś kto mógłby coś więcej powiedzieć, czyli naszego polskiego jasnowidza.
cała ta sprawa mi się bardzo nie podoba...Myślę, że dlatego pan R. poddaje rodziców badaniu wariografem, ażeby zamknąć twarze takim jak ty niedowiarkom.
czy w ogóle ktoś widział żeby to dziecko było w wózku przed rzekomym porwaniem?
czy matka dziecka w ogóle została uderzona? bo przecież podobno nie miała ona śladów uderzenia, a uderzenie które spowoduje zemdlenie nie może być słabe.
nie chce tutaj niczego pisać na pewno, ale ta sprawa coraz bardziej mi się nie podoba, nikt nie widział dziecka, nikt nie widział momentu porwania, nikt nic nie wie, a rodzice nie chcą pomocy kogoś kto mógłby coś więcej powiedzieć, czyli naszego polskiego jasnowidza.
cała ta sprawa mi się bardzo nie podoba...