Szefowa klubu Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz odwołała się od decyzji Prezydium Sejmu ws. obniżenia jej uposażenia poselskiego i skierowała wniosek do marszałka Sejmu o ponowne rozpatrzenie sprawy. Jej zdaniem, decyzja Prezydium Sejmu jest bezpodstawna.

Kamila Gasiuk-Pihowicz /Arek Markowicz /PAP

Szefowa klubu Nowoczesnej została ukarana przez Prezydium Sejmu za naruszenie powagi Izby podczas głosowań, które odbyły się 12 kwietnia. Jak wskazano w uchwale Prezydium, miała utrudniać prowadzenie obrad poprzez "niewłaściwą formę składania wniosku formalnego o przerwę". Kara nałożona na posłankę polega na jednorazowym obcięciu jej uposażenia poselskiego o 25 proc.

Gasiuk-Pihowicz informowała o zamiarze odwołania się od decyzji Prezydium już w połowie kwietnia. W czwartek opublikowała na Twitterze wniosek, który skierowała do marszałka Sejmu w tej sprawie.

W dokumencie Gasiuk-Pihowicz stwierdziła, że zarzuty, na których Prezydium oparło swoją decyzję nie mają podstaw, w związku z tym decyzja ta powinna zostać uchylona. Zawnioskowała też o ponowne rozpatrzenie jej sprawy.

Jak tłumaczyła, wniosek o przerwę, jaki chciała złożyć podczas obrad 12 kwietnia, był - w jej ocenie - uzasadniony, poprawny formalnie i umocowany w polskiej tradycji parlamentarnej. Ponadto, sam sposób składania wniosku - według Gasiuk-Pihowicz - nie utrudniał prowadzenia obrad ani nie naruszał powagi Sejmu.

"Jako przewodnicząca klubu Nowoczesnej usiłowałam złożyć przysługujący tradycyjnie szefom klubów wniosek o krótką, pięciominutową przerwę. Jej celem było, zgodnie z przyjętym zwyczajem, doprowadzenie do uspokojenia emocji na sali i powrót do rzeczowej debaty" - podkreśliła posłanka Nowoczesnej.

Gasiuk-Pihowicz dodała, że złożenie wniosku o przerwę - uniemożliwione przez marszałka Sejmu - miało być działaniem w interesie jakości debaty sejmowej. "Z działaniem marszałka Sejmu nie sposób się zgodzić, ponieważ złożenie wniosku, znanego i akceptowanego w polskiej tradycji parlamentarnej, nie może być uznane za utrudnianie prowadzenia obrad Sejmu. Wręcz przeciwnie, to ich element" - zauważyła.
W jej ocenie, to marszałek Sejmu, jako osoba odpowiedzialna za dbanie o prawidłowy przebieg debaty parlamentarnej, nie zapanował ani nad zachowaniem posłów, ani nad własnymi emocjami.

Według szefowej klubu Nowoczesnej, ukaranie jej za próbę złożenia wniosku formalnego o przerwę, może prowadzić do "dalszego ograniczenia debaty parlamentarnej i praw klubów poselskich, w szczególności opozycji".

Wniosek o obniżenie uposażenia Gasiuk-Pihowicz został poparty przez wicemarszałków Sejmu: Beatę Mazurek (PiS), Ryszarda Terleckiego (PiS) oraz Stanisława Tyszkę (Kukiz'15); marszałek Sejmu Marek Kuchciński wstrzymał się od głosu. Przeciw ukaraniu posłanki opowiedziała się wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska (PO); wicemarszałek Barbara Dolniak (Nowoczesna) nie uczestniczyła w głosowaniu.

12 kwietnia Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, autorstwa PiS, która zakłada m.in. wprowadzenie osobnego budżetu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja.

W trakcie debaty marszałek Sejmu Marek Kuchciński poinformował, że nie będzie dopuszczał posłów do pytań, ponieważ są one - jego zdaniem - nie na temat; nie uznał także złożonego wniosku formalnego o zmianę sposobu prowadzenia dyskusji - argumentował, że nie spełnia on wymaganych kryteriów.

Posłowie opozycji chcieli zadawać dalsze pytania, krzyczeli "dyktatura, dyktatura". Kuchciński zwracał uwagę m.in. Gasiuk-Pihowicz, która domagała się przerwy, żeby swoim zachowaniem nie naruszała powagi Sejmu.